Przedstawiamy utwory laureatów  IV Konkursu „O Złote Pióro Wójta Gminy Chmielno”. 

Przypomnijmy wyniki:

🔸1 miejsce za utwór „Rozmowa z Damroką” – Jerzy Stachurski
🔸2 miejsce za utwór „Chmieleński październik” – Helena Bronk
🔸3 miejsce za utwór „Kim jest?” – Marta Toporek
🔸Wyróżnienie za utwór „Leśna rozprawa” – Agnieszka Hirsz
🔸Wyróżnienie za utwór „Chmielno, co bramy kościoła…” – Karolina Jeżewska
🔸Wyróżnienie za utwór „Moje spojrzenie na Chmielno” – Dominika Czaplińska

Utwory:

 

Moje spojrzenie na Chmielno”

Tam, gdzie Jezioro Kłodno, Białe

Rozlewa swoje wody,

Gdzie człowiek może zimą i latem

Zachwycić się pięknem przyrody.

Zielenią lasu, błękitem nieba,

Czystym powietrzem, zapachem ziemi,

Odnaleźć to, co mu potrzeba

I poczuć się, jak między swemi.

Gdzie wieża Kościoła Piotra i Pawła,

Patrzy na Ciebie z daleka,

Gdzie krzyż żelazny pośrodku wsi,

Wciąż czeka na człowieka.

Tam możesz podziwiać kaszubskie wzory,

Na ceramikę przelane,

I oko ucieszą przepiękne kolory,

U Necla pokazywane.

Tam na głodnego turystę czeka,

Dań smacznych pełna taca,

Smażone ryby, pieczona kaczka.

Tu każdy chętnie powraca.

Dominika Czaplińska

(Szkoła Podstawowa w Przodkowie)


,,Chmiel, co bramy kościoła …’’

Chmiel, co bramy kościoła

z dwóch stron otaczał,

jak głóg się złączył

Na cześć Izoldy i Tristana.

Miłość sroga dwa obce światy

Ze sobą połączyła, a żal i

tęsknota śmierć na kochanków

Sprowadziła, gdy chłopca

rodzina ślubu odmówiła.

panna pierwsza tęsknocie

się poddała i na świętej ziemi

kościoła spoczęła.

Chłopca na wieść smutną

żal ogarnął i niebawem

Prawą stronę kościoła przygarnął.

Życia kochankowie razem nie

spędzili, ale po śmierci za sprawą chmielu

się złączyli.

Karolina Jeżewska

(Zespół Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Kartuzach)


Leśna rozprawa

W pięknym chmieleńskim lesie, tuż pod starym klonem,

w miejscu, które zwierzęta nazywają domem

odbyła się przed sądem najwyższym rozprawa,

a była to sprawa bynajmniej nieciekawa.

Otóż zginęły skarby księżniczki Damroki!

Cały kufer złota i pierścień srebrnooki,

biżuteria, kolie, bursztyny i diamenty.

Sprawca tego czynu zostanie z lasu wyklęty!

Lecz uwaga! Już czas, już wybiła godzina,

rozprawa sądowa właśnie się rozpoczyna.

Na wokandę w peruce i todze wchodzi sowa.

Sowa nazywa przez wszystkich mądra głowa.

Sama na swój temat zwykła mawiać przecie:

– Jestem najmądrzejszą z głów w tym starym lesie!

I z dumą pierś wypina i unosi głowę:

– Prokuratorze Misiu! Zacznij swoją mowę!

Wielki prokurator Miś, potężny chłop ze stali,

przy którym wszyscy inni wydają się mali,

powstał z miejsca, odchrząknął i basowym głosem

począł czytać notatki pomrukując pod nosem.

– A więc, drodzy państwo, zebraliśmy się dzisiaj,

żeby w sprawie wiadomej zadać kilka pytań

naszemu oskarżonemu, panu Lisowi,

którego schwytanie zawdzięczamy Zającowi.

– Głośniej! – krzyknęła Sowa, a Miś skulił się w sobie.

– Tu u góry nic nie słychać! – dodała drapiąc się po dziobie.

Miś przez wszystkich znany ze swej potężnej siły

tak naprawdę był łagodny, wrażliwy i miły.

Skrzywił się więc nieco na okrzyki Sowy,

odchrząknął raz jeszcze i wrócił do swej mowy.

– Zając, stróż prawa i porządku w naszym lesie,

o którego odwadze legendy wieść niesie

twierdzi, że spośród zwierząt, a jest nas tu gromada,

to lisa charakter najbardziej odpowiada

zbrodni, której dokonano w skarbcu Damroki,

chcemy więc tę sprawę rozwiązać bez zwłoki.

W tym celu na świadka przed sąd wzywam Owieczkę,

która twierdzi, że widziała lisa ze skarbem ucieczkę.

– To nieprawda! – nagle słychać głos pana Lisa

– Owca bzdury na mój temat z palca wysysa!

– Cicho, panie Lisie, dajcie powiedzieć Owcy,

co widziała przy skarbcu owej strasznej nocy.

– fuknęła na Lisa Sowa waląc skrzydłem w stół

tak mocno, że kałamarz rozpękł się na pół.

Owca z chytrością w oczach, lecz miną niepewną

zaczęła opowiadać swą historię rzewną.

Dwie pary raciczek skrzyżowała pod stołem,

co oznaczało „kłamstwo usprawiedliwione”.

– Otóż tego wieczoru miałam w skarbcu dyżur.

Przeglądałam właśnie katalog owczych fryzur,

kiedy nagle poczułam uderzenie w głowę

tak silne, że dosłownie odjęło mi mowę.

To z całą pewnością Lis mnie zaatakował,

upadłam, lecz słyszałam, jak po skarbcu myszkował.

– Niemożliwe! – Lis znowu oburzył się na to

– byłem w tym czasie na spacerze z moim tatą!

Mam alibi oraz świadka, który potwierdzi,

że historia Owcy z daleka kłamstwem śmierdzi!

– Pani Sowo! Ja nie kłamię! Ja nie umiem przecież!

Jam uczciwa i łagodna, chyba o tym wiecie!

„Być łagodnym jak baranek”, każdy zna te słowa.

Są prawdziwe, tak jak i te: „sowa – mądra głowa”.

Za to lis z chytrości słynie, sprzeda własną matkę…

Więc nie możesz, Sowo mądra, wierzyć w jego gadkę!

Lis pyszczek w łapki schował na te oskarżenia:

Co ta Owca wygaduje, nie do uwierzenia…

Sowa za to z miną dumną nastroszyła piórka.

Ukontentowana wielce wyjrzała zza biurka.

Hu hu, rację ma owieczka, która tu zeznaje,

skoro słuszność mej mądrości na forum uznaje.

Skoro o mnie słuszne zdanie ma ta owca miła,

niemożliwe, by na temat Lisa się myliła.

Sędzina Sowa znów oddała głos świadkowi,

nie pozwalając wcale do głosu dojść Lisowi.

I tak oto Owca dalej perorowała

o tym, co w noc kradzieży rzekomo widziała.

Raciczki przy tym miała mocno skrzyżowane,

co jej w oczywisty sposób utrudniało stanie.

Miś to zauważył i począł tak rozmyślać:

Czyżby ta łagodna owca mogła aż tak zmyślać?

Obserwował jej uczynki od pewnego czasu,

od momentu, gdy zaczęły ginąć rzeczy z lasu.

Owca dziwnym trafem zawsze była niedaleko,

co budziło podejrzenia nosa prokuratorskiego.

Jednak opinię Owca miała nieskalaną,

nikt i nigdy nie powiedział złego słowa na nią.

Za to Lis, że chytry, sprytny, wiadomo nie od dziś.

Chociaż… tak naprawdę, skąd…? zastanowił się Miś.

Dochodziły wcześniej słuchy o Lisa przekrętach,

jednak o dowodach żadnych Miś nic nie pamiętał.

Pojawiały się docinki i plotki złośliwe.

Ale co, jeżeli wszystkie one były nieprawdziwe?

Prokurator w swej mądrości dochodził do wniosku,

że Owieczka, intrygantka kłamie po mistrzowsku.

Łechcząc ego, starą sowę wpuściła w maliny,

dzięki czemu mogła sobie przywłaszczyć bursztyny

i odejść oskarżając niewinnego Lisa.

O takiej bezczelności Miś jeszcze nie słyszał!

Oburzony powstał z miejsca i zebrał odwagę,

podniósł lekko drżącą łapę, by zwrócić uwagę

Sowy zasłuchanej wielce w Owieczki zeznania,

lecz gdy tym nic nie uzyskał ponowił starania,

odchrząknął dwa razy, za drugim nieco głośniej

i powiedział, sam zdziwiony, że brzmi tak donośnie:

– Proszę Wysokiego Sądu, mam pewną obawę.

Otóż nie wiem, czy Sędzina zdaje sobie sprawę,

że nasz świadek od początku stoi dość niepewnie

i, co prawda, swe zeznania składa dość rzetelnie,

jednak nos prokuratorski daje mi sygnały,

że zeznania tejże Owcy to szwindel niemały.

Proszę tylko spojrzeć na jej raciczki wygięte,

najsłuszniejsze z tej postawy wnioski wyciągnięte

powinny być takie, że Owca to kłamczucha,

która liczy na to, że Sędzina jej wysłucha

i ukaże Lisa na jej zeznań podstawie,

bo przecież stanowią jedyny dowód w sprawie.

– Panie prokuratorze, jak Pan śmie tak mówić!

Owca próbowała raciczki wyswobodzić

tak, by stara, głupia sowa nie zauważyła,

jak grubymi i ciemnymi nićmi kłamstwa szyła.

– Stałam tak tylko przez moment, to nie dowód przecie,

że kłamstwami karmię wszystkich zgromadzonych w lesie!

Zresztą Sowa najmądrzejsza jest tu od sądzenia,

ja już rzekłam wszystko, co miałam do powiedzenia.

Wierzę jednak głęboko w jej mądrość ogromną

i w to, że potraktuje mnie, owieczkę skromną,

jako bardzo wiarygodne źródło informacji

i nie przyzna panu prokuratorowi racji.

Owca wyszła z sali rozpraw stąpając ciut krzywo,

bo raciczki od ściskania paliły ją żywo.

Była jednak z siebie w pełni zadowolona,

wiedziała, że o nic nie zostanie oskarżona.

Jak się zakończyła ta rozprawa, zapytacie.

O ile sprawiedliwości się tu spodziewacie,

muszę Was niestety zawieść, drodzy Czytelnicy.

Otóż Miś nagadał się o Owcy po próżnicy.

W decydującym momencie zabrakło mu siły,

z której tak bardzo słynął nasz prokurator miły.

Lisa niemalże nie dopuszczono do głosu,

a ojciec, świadek obrony dziwnym zrządzeniem losu

uległ wypadkowi zanim dotarł na spotkanie,

ktoś mu przeciął hamulce w jego lisim rydwanie.

Sowa święcie przekonana o swej wielkiej mądrości,

którą Owca potwierdzała kłamiąc bez litości

podczas całej rozprawy dotyczącej kradzieży

złota księżniczki Damroki ze skarbca na wieży,

skazała biednego Lisa na wygnanie z lasu,

a banicja miała potrwać aż do tego czasu,

kiedy Lis nie zdecyduje się oddać tego,

co zginęło, tak więc choćby i nawet tysiąc lat minęło

Lis nie miał szans na powrót do rodzinnego domu,

ponieważ przez całe życie nie ukradł nic nikomu.

Owca natomiast ze swą opinią nieskalaną

nadal była wśród zwierząt szanowaną i lubianą.

Żadne z tych zwierząt nie było takie, jak o nich myślano.

sowa głupia, miś słabiutki, a lisa oszukano.

Agnieszka Hirsz


Kim jest?

Na chmielu posłana

Między jeziorami wepchnięta

Blisko wód morskich położona

Licznymi lasami otoczona

 

Tak, to ona

 

Popatrz

Wyróżnia się z tłumu

 

Mrozy jej nie straszne

Kłującym pancerzem okryta

Odwagą się cechuje

 

Niegdyś podległa Gdańskowi

Teraz dzika i niezależna

Pnie się w górę

 

10 nasion rozrzuciła

Otoczona dziećmi swymi

 

Kaszubski język

Zna i przekazać potrafi

 

Wołają na Nią

 

Chmielno

 

Przez wzgląd na to 

Bimbrem zamiast herbatą 

Cieszy podniebienie

Marta Toporek

(Zespół Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Kartuzach)


Chmieleński Październik

… a potem będzie Chmieleński Październik

ani niebieski, ani przeczysty.

Cień smukły siedzi za fortepianem

i zagra marsz swój żałobnolistny.

 

W takt tego marsza liście rzeszami

opadać będą w Jezioro Białe

i złoto będzie nam pod stopami

szeleścić, lśnić się, tańczyć i śpiewać.

 

A potem będzie Chmieleński Październik

fontanną światła w oczy nam tryśnie

a my wejdziemy weń rozdzieleni,

aż babie lato złączy nas ściśle.

 

I będzie tkało kilim płomienny

z nas i chryzantem jak raju wrota

i tylko nie wiem czy dusza moja

pozna twą duszę wśród tego złota?

Helena Bronk

(Szkoła Podstawowa w Kiełpinie)


Rozmowa z Damroką

 

On:

Damroko

Pod gwiazdami zobaczysz siedem galopujących koni

I dojrzysz tego o którym marzysz

Którego blaskiem wypełniasz się po brzegi

Dzisiaj na placu obok kościoła noc wita ciebie z otwartymi oczami

I obok grusza stoi z której spływa słodycz

I konie czekają zatopione w noc

Przecież ubrałaś naszyjnik błyszczący w świetle księżyca

Twoi bracia zbudowali budynek

To miejsce gdzie możesz stworzyć naczynie

Do niego wlejesz całe niebo

Ty kazałaś mi o tym pamiętać

Kazałaś uspokoić psy w nocy zaklętej przez wiatr

Damroka:

Jestem gwiazdą wśród tysięcy gwiazd

Której światło zjawiło się obok ciebie jak łabędź na jeziorem

Nim dostrzegłeś ląd

Nim moje serce zapłonęło w twoim sercu

Galopowało do ciebie na siedmiu grzywach nocy

On:

Czekam przy studni

Cztery kroki od słonecznego hymnu ciała

Damroka:

Kładę ręce na tafli jeziora

Świerszcze układają nuty na regałach sierpnia

Obudzone białością żyta i owsa

On:

Mój wzrok przybliża się do ciebie

Trudno teraz modlić się do gwiazdy

Która jest nade mną

Damroka:

Jeśli dostrzegłeś moją biel

Jeśli księżyc przechadza się po sadzie

Jeśli moje słowo wije gniazdo w twoim słowie

Jeśli ciemność cofa się po naporem rąk

To jezioro muzyki

Jest naszym domem

On:

Czy to jest moje bogactwo

Które dźwigam przez dni wesela

Ciężkie od wina i słów

Biegnące przez ogrody

I bezdroża

Na których zegar kuleje

I sen ucieka z gniazda świtu

Damroka:

Czasami zamykam oczy

Nie ma wokół nikogo

Nie ma ciebie

Czasami mijają mnie oceany ciszy

Las bez śpiewu ptaków

On:

To wtedy rodzi się moja wiara

Mój Bóg

Damroka:

Na jednej stronie serca

Rodzi się twoje imię

Na drugiej moje pragnienie

On:

Ty jesteś moim jasnowidzeniem

Moja Damroko

Jerzy Stachurski