Przedstawiamy pracę Kornelii Kujawskiej uczennicy Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Kartuzach. Praca „Strefa życia” otrzymała pierwsze miejsce w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Szkoły Ponadgimnazjalne”.


Moje oczy dalej nie przywykły do ciemności, oddycham spokojnie, czekam. Mrugam oczami by szybciej zobaczyć detale mojej sypialni. Dziecinny lęk przed ciemnością towarzyszy mi dalej. „A czego się nie boisz?” usłyszałam ostatnio na terapii, jak zabawne było to w tej chwili. Wyciągam rękę i szukam pojemniczka z tabletkami. Woda, niebieska tabletka, żółta, biała. Wczesna godzina, kładę się jeszcze na chwilę.
Wdech, wydech, wdech, wydech. Jak na terapii. To jest tylko w mojej głowie. To tylko sen.

– Jest pani przekonana, że córka nie miała chłopaka? – lekko zasugerował policjant, rozkładając bezradnie ręce.
– Sugeruje pan, że nie znam własnej córki? Na pewno bym o tym wiedziała. Nie wychodziła wieczorami, nie chodziła do kina, na randki. Już mówiłam. Jest to niemożliwe, słyszał pan jej terapeutę! – lekkie wypieki pojawiły się na policzkach starszej kobiety – Przepraszam, nie chciałam się unosić, to wszystko mnie przerasta.
– Przesłuchaliśmy już terapeutę, najbliższe otoczenie. Nie mamy żadnego tropu, wskazówki. Czy córka często korzystała z telefonu? – kobieta zastanawiała się ile razy jeszcze usłyszy to pytanie.
– Nie rozstawała się z nim. Słuchała muzyki przez cały czas.
– W telefonie nic nie znaleźliśmy, żadnych rozmów czy wiadomości tekstowych. W mediach społecznościowych też się nie udzielała. Proszę pani, to wymaga czasu.
– Nawet nie wiem, czy moja córka żyje, a pan mówi mi o czasie?! – Julia nie mogła już dłużej powtrzymywać łez.
– Robimy, co możemy.
Były to ostatnie słowa, które kobieta usłyszała na posterunku tego dnia. Przeglądając rzeczy córki natknęła się na ulotki, stare bilety i paragony. Nic pożytecznego. Przywykła do tego, że jej dziecko zbiera wszystkie niepotrzebne papierki. Układała je według daty. Na początku kontrolowała jej zakupy, bała się o nią jak o normalną nastolatkę. Bezpodstawnie. Paragony na żywność, tabletki, książki. Kiedyś, gdy stan Karoliny był nieco lepszy, kupiła jej album. Teraz zapełniały go paragony. Nerwica natręctw. Bezradnie leżąc na ziemi chciała włożyć w niego życie i wyjęła wszystkie ich zdjęcia ze starych albumów i ramek. Ostrożnie wyjmowała paragony i wkładała zdjęcia – oczywiście według daty, by córce chociaż to się spodobało. Naiwnie wierzyła, że pomoże to w jej odnalezieniu. Nie wiedziała na jakiej podstawie, ale czuła, że musi to zrobić dla własnego komfortu psychicznego. Łzy spływały na paragony zmieniając je w niezrozumiałe plamy.
Obudziła się z twarzą w albumie. Była wykończona, nie spała po nocach i ciągle oczekiwała na telefon. Po leniwej drzemce wstała, poprawiła włosy i już chciała udać się do kuchni, jeden z paragonów przykleił się do wygniecionej koszuli. Było w nim coś niepokojącego. Był to ostatni paragon, który wyjęła. Był krótszy niż pozostały, ale data również nie dawała jej spokoju. Tylko jedno opakowanie tabletek z datą sprzed miesiąca. Po niespokojnym śnie nie mogła szybko pozbierać myśli.
– To niemożliwe! – krzyk przeciął ciszę panującą w domu, w 3 sekundy była przy domowym telefonie. Modliła się, by lekarz odebrał jak najszybciej. Pik, pik, pik. Narastający sygnał powodował drgawki na całym ciele i wdzierał się do uszu. Odłożyła słuchawkę. Spróbowała jeszcze raz, i jeszcze raz. Po trzecim razie usłyszała niespokojny głos doktora:
– Karolina wróciła do domu? – zapytał drżący głos po drugiej stronie słuchawki.
– Nie, nie chodzi o to. Znalazłam coś, co mnie niepokoi. Wie pan dobrze, że córka niechętnie rozmawiała ze mną o swoich zaburzeniach. Znam ideę tajemnicy lekarskiej, ale proszę mi powiedzieć czy córka dalej zbiera paragony?
– Liczyłem na inną wiadomość – lekarz zgiął się w bólu – wracając do pytania… Karolina nie mówiła, że przestała to robić. Ostatnio opowiadała o jej kolejnych zdobyczach. Dlaczego pani pyta?
– Przeszukiwałam jej rzeczy i znalazłam jej kolekcję. Ostatni paragon jest sprzed miesiąca. Kupiła tylko jedno opakowanie leków – kobieta bała się odpowiedzi na nurtujące ją pytanie – czy dostała od pana nową receptę?
– Jakie dokładnie to tabletki?
– Trilafon – kolejne pytania rodziły się w głowie pani Julii.
– Nic nie rozumiem, córka powinna kupić więcej leków… Nie rozumiem, dlaczego kupiła tylko to…
– Doktorze, myślalam, że urojenia już się skończyły. Co jej dolega?
– Córka nie wyraziła zgody na informowanie pani, ale w takiej sytuacji nie mam wyjścia. Jej stan się pogorszył… Jestem jednak pewny, że nie byłaby w stanie pani opuścić. Jeśli pani potrzebowałaby rozmowy…
– Rozumiem, doktorze. Dziękuję. Będę dzwonić.

Doktor uwielbiał nocne spacery po chmieleńskich plażach. Znał wszystkie zaułki, wiedział, gdzie rosną konkretne rośliny, gdzie najchętniej wylegują się zwierzęta. Od dziecka podziwiał faunę i florę jego małej ojczyzny. W letnie wieczory pływał swoją łódką po Jeziorze Białym, czasem wypływał dalej i dalej. Z ojcem łowił nad jeziorem Kłodno, ale od czasu jego śmierci nie podziwiał tafli. W końcu to ona odebrała mu ojca. W odchłaniach wody nigdy nie znaleziono ciała, a sprawy nie udało się rozwiązać. Jedyny trop to krew i kawałki ubrań pozostawione na łódce. Podejrzewano zabójstwo, porwanie, ale na nic nie było dowodów. Od 15 lat doktor prowadzi własne śledztwo. Spacerując po plażach rozmyśla tylko o tym. Do tej pory nie trafił na żaden kolejny ślad. Teraz spotkała go kolejna tragedia, emocjonalnie związał się z zaburzoną nastolatką. Nie była to miłość, zakochanie. Traktował ją jak córkę, której nigdy nie miał. Wiele razy śnił o tym, jak razem chodzą łowić ryby, gotują obiad czy chodzą do kina. Nie czuł nic do jej matki, ale chciał zastąpić jej męża, by zbliżyć się do Karoliny. Wiedział, że jest to nierealne. Brakowało mu rodziny, tęsknił za rodzicami, marzył o założeniu własnej. Problemem było to, że marzył o takiej córce jak jego pacjentka.

Była pełnia. Spakował rzeczy, wziął aparat i wyruszył z domu. Trasę znał na pamięć. Wiedział jednak, że dziś popłynie w nieznane mu tereny. Ciężki bagaż zaczął mu przeszkadzać. Nie miał wyrobionych mięśni, przestał ćwiczyć wiele lat temu. Brakowało mu sił. Gdy dotarł do łódki, poukładał wszystko jak zawsze. Wziął trochę jedzenia, może zrobi się głodny. Miał nadzieję na duży połów, dziś miał ochotę połowić. Gdy wypłynął na środek jeziora wyjął aparat i zaczął fotografować okolicę. Tafla jeziora, pełnia, lasy. Chmielno było takie piękne. Tej nocy nie tylko księżyc przykuwał jego uwagę. Kilka dni później wywołał odbitki, schował, a jedno z nich oprawił w ramkę.

Mijał 12 dzień odkąd nie widziała swojej córki. Spojrzała na ekran telefonu – 2 nieodebrane połączenia. Szybko odblokowała telefon i w jednej chwili rozpoznała numer komisarza. Nie oddzwaniając, udała się do komisariatu. Grzędzickiego 2. Ten adres zapamięta na zawsze, była już tam tak wiele razy. W kilka minut była na miejscu. Zapukała i nie czekając na odpowiedź, weszła do gabinetu.
– Dzwonił pan – wyrzuciła z siebie kobieta.
– Możliwe, że natknęliśmy się na coś, co może nam pomóc. Niech pani usiądzie – cierpliwie poczekał, aż kobieta usiądzie. – Czy może pani mi opowiedzieć o relacji, która łączyła pani córkę z jej terapeutą?
– Ale jak? Nie rozumiem… Leczy ją od 2 lat, córka jest bardzo z niego zadowolona.
– Czy wie coś pani na temat leczenia?
– A co to ma do rzeczy? Lekarz informował mnie tylko w nagłych wypadkach.
– Jak często córka miała terapię?
– Co tydzień. Ale co to ma do rzeczy?
– Sprawdzamy wszystkie możliwe opcje. Dziękuję bardzo.
– To wszystko?
– W pełni rozumiem, że liczyła pani na pocieszające wieści… Niestety, na ten moment nie możemy nic pani powiedzieć. Chcieliśmy sprawdzić córkę pod kątem psychicznym. – Komisarz po raz kolejny usłyszał głośny szloch.

Po dwóch tygodniach kobieta była na skraju załamania. Wiedziała, że doktor jej córki jest teraz w domu. Ubrała się i wyszła. Prócz policjantów, mieszkańców Chmielna, z nikim już dawno nie rozmawiała. Szybko przebiegła krótki dystans i znalazła się przy furtce pana Michała. Momentalnie pojawił się na ganku i zaprosił kobietę do środka. Rozmawiali o wszystkim, dobrze czuła się w jego towarzystwie. Dawno nie prowadzila tak swobodnej konwersacji. Musiała jednak zacząć rozmawiać o córce. Oboje prowadzili dalszą rozmowę w smutku i wspomnieniach. Doktor rozmyślał o tamtej nocy nad jeziorem. Była taka piękna, delikatna. Pierwszy raz było tak cicho.
– Dziękuje bardzo za rozmowę. Nie chciałam zajmować panu tyle czasu. Jeszcze raz dziękuję. Odezwę się, gdy będą jakieś wieści.
Zanim opuściła dom Michała kątem oka spojrzała jeszcze raz na kuchnię.

T r i l a f o n. Widziała wyraźnie wszystkie litery nazwy tego leku. Nie mogła się pomylić. Tyle razy widziała ten lek na stoliku swojego dziecka. Ile razy kupowała go razem z nią. T r i l a f o n. „Wariuję” – pomyślała. Wciąż zastanawiała się gdzie znajduje się reszta paragonów, o których mówił lekarz.

– Nie możemy przeszukać domu pana Michała bez nakazu!
– To niech państwo zdobędą nakaz. Jaki terapeuta sam brałby leki?
– Proszę pani, choroba nie wybiera ze względu na profesję – komisarz był przyzwyczajony, że w ludzkich głowach pojawiają się różne pomysły w takich sytuacjach. – Po za tym jest lekarzem, może kupił go dla jakiegoś pacjenta. Proszę się uspokoić.
– Zapewniam pana. Jestem tego pewna. Trilafon ma działanie odurzające, jeśli bierze się je w zbyt dużych ilościach!
– Proszę Pani…
– Pan nie rozumie! Tylko moja córka koloruje opakowania od tabletek!
– Niech Pani wróci w tej chwili do domu i nigdzie nie dzwoni.
– Ale… – nim dokończyła zdanie już nikogo nie było w pokoju.

Było to ryzykowne, bezpodstawne i lekkomyślne zachowanie policjanta. Uwierzył tej kobiecie na słowo, znając ciemne strony ludzkiego umysłu. Czuł, że musi sprawdzić ten ślad. Jechał z dwoma młodszymi policjantami w ciszy. Nie wiedzieli, co zastaną u doktora.

– Jakiś problem? – miło odezwał się Michał.
– Możemy rozejrzeć się po mieszkaniu?
– Nie widzę takiej potrzeby – ze stoickim spokojem odparł terapeuta. Komisarz stracił nadzieję, że cokolwiek tu znajdą – ale skoro państwo muszą.
Komisarz nie zauważył żadnych leków. Żadnego śladu. Typowe mieszkanie kawalera.
– Nie powinien pan teraz być w pracy?
– Odwołalem kilka sesji, niezbyt dobrze się czuję.
Przeszukali wszystkie pokoje, piwnicę i strych. Michał nie stawiał oporów. Policjant wiedział, że nic nie znajdą.

Zamykając drzwi usłyszeli przeraźliwy krzyk. Na plaży. Już wcześniej słyszeli ten wrzask.
– To, to, to, jest, jest, suuukienka… Karolina… To jej… Jestem pewna.
Obok lekko zakrwawionej sukienki leżało zdjęcie. Blada skóra biła silniejszą poświatą niż księżyc w pełni.
Chwilę później nadjechały wozy policyjne z psami tropiącymi.

Michał nawet się uśmiechnął, gdy ponownie otwierał drzwi policjantom.
– Panowie znowu u mnie? – szyderczo się zaśmiał.
– Gdzie jest Karolina? – zapytał policjant, prowadzący śledztwo.
– Wciąż zachodzę w głowę, co stało się z moją pacjentką. Martwię się o nią.
– Pojedzie pan z nami – powiedział policjant, zakładając kajdanki na wychudzone ręce doktora.

Dwóch z komisarzy jeszcze raz przeszukało osobiste rzeczy lekarza. Wrócili z niezbitymi dowodami. Jeszcze nie rozumieli wszystkiego.

– CO TO MA WSZYSTKO ZNACZYĆ? – z krzykiem zapytał policjant, niedbale rzucając zdjęcia Michała. – Co ma pan wspólnego z tym zdjęciem? – dorzucił zdjęcie znalezione na plaży.
– Och, to. Tamtej nocy była taka piękna. Taka delikatna.
– Nie będę się powtarzać. Niech pan się przyzna. Gdzie jest Karolina?
– Nic jej nie grozi – z jego oczu polały się łzy.
– Gdzie pan ją ukrył? – komisarz z trudem nad sobą panował – Gdzie?!
– Zapewniłem jej bezpieczne miejsce. Tam będzie szczęśliwa. Jej życiu nic nie grozi. Ze mną będzie bezpieczna – komisarz pierwszy raz zobaczył w jego oczach obłęd i nie mógł uwierzyć, że ten człowiek leczył choroby psychiczne. Nie musiał być specjalistą by wiedzieć, że ten człowiek jest niezrównoważony.

Nie ma ciała, nie ma zbrodni. W poszukiwanie Karoliny zaangażowała się cała społeczność Chmielna, po kilku dniach dołączyła się reszta powiatu kartuskiego.

Tak niewinnie wyglądała szopka w pobliskim lesie. Po dugiej stronie jeziora Kłodno.

Znaleziono Karolinę. Wychudzoną, odwodnioną, bliską śmierci. Resztkami sił walczyła o życie. Udało jej się. Tygodnie przebyte w szpitalu. Z nowym psychiatrą.

Komisarz nigdy nie zapomni tej rozprawy. Tego przypadku:
„Chciałem stworzyć normalną rodzinę. Jak widzieliście, mój tata nie doczekał się wnuczki, ale chociaż ona mogła go poznać.”
„Przez kilka nocy czuwałem pod jej oknem, znałem jej plan dnia.”
„Tamtej nocy zostawiła okno otwarte. To było zaproszenie. Była głodna kolejnych tabletek. Szybko po nich zasnęła. Twardy sen, wysoki Sądzie.”
„Mój tata przy niej czuwał.”
Znaleźli zwłoki sprzed 15 lat. Sprawa, której nigdy nie rozwiązano. Ciało, którego nigdy nie znaleziono.

Kornelia Kujawska