Przedstawiamy pracę Bożeny Gniado. Praca „Tajemnica Gałązki” otrzymała drugie miejsce w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Dorośli” oraz drugie miejsce w III Konkursie „O Złote Pióro Wójta Gminy Chmielno”.


Słońce grzało w przednią szybę samochodu. Zza przymrużonych powiek obserwowałam Majkę. Ogromne, ciemne okulary zasłaniały jej twarz. Prowadziła spokojnie, pewnie. Była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze mogłam na nią liczyć. Teraz też wymyśliła ten wyjazd, jak to powiedziała „żeby uspokoić moje serce”. Łatwo powiedzieć, ale co taki wyjazd może mi pomóc, zastanawiałam się. Majka pochodziła z Kaszub, poznałyśmy się na studiach, od razu przypadłyśmy sobie do gustu. Razem wynajmowałyśmy mieszkanie. Teraz, w rok po studiach, dalej mieszkałyśmy razem w tym samym mieszkaniu. To ona mnie pocieszała, kiedy tak nagle ulotnił się Bartek. Tak pięknie nam się układało. Bartek był przystojny, miły, opiekuńczy. Wynajął mieszkanie pół roku temu na tym samym osiedlu. Kiedy poznałam go z Majką okazało się, że dziadek Bartka mieszka w Zaworach niedaleko Chmielna, skąd pochodziła Majka, gdzie mieszkają jej rodzice. Co za zbieg okoliczności. Bartek mi opowiadał, że miał dziewczynę Agatę, poznał ją w Chmielnie na plaży. Był wtedy w odwiedzinach u dziadka. Podobno bardzo ją kochał, planowali razem przyszłość. Podarował jej piękny pierścionek, pamiątkę po nieżyjącej babci. Bartek nigdy nie wspominał o swoich rodzicach, a ja nie nalegałam. Bardzo chciał żeby Agata zamieszkała z nim w odległym mieście, ale Agata wolała blisko rodziców. Ciągle dyskutowali gdzie byłoby im najlepiej zamieszkać. Potem wszystko się popsuło. Na najbliższym spotkaniu Agata wyznała, że jest w ciąży. Był to dla niego szok, wiedział, że to nie jego dziecko, pochodził z tradycyjnej rodziny, chciał przeżyć ten pierwszy raz z żoną w noc poślubną. Agata bardzo płakała. Niedoszły przypadkowy tatuś nie chciał się żenić, nie chciał także dziecka. Jak tylko się dowiedział, że Agata jest w ciąży, wyjechał do pracy za granicę. Ojciec Agaty, człowiek z zasadami, miał jeszcze dwie córki i syna, wszyscy założyli rodziny, był dziadkiem sześciorga wnucząt, nie mógł znieść takiej hańby. Wyrzucił Agatę z domu i kazał jej szukać ojca dziecka. Bartek był wściekły, czuł się upokorzony, okłamywany, nie mógł wybaczyć jej zdrady. Pokłócili się i jeszcze tego samego wieczoru pożegnał dziadka i wyjechał. To, że wynajął mieszkanie na tym samym osiedlu to czysty przypadek. Pracował w pobliskiej drukarni. Tak nam się fajnie układało, dlaczego …

– O czym tak intensywnie myślisz ? – moje rozmyślania przerwał głos Majki. – Proszę przestań się zadręczać, już nic nie zmienisz, tylko się dołujesz.

Co miałam jej powiedzieć, czułam się załamana, ciągle sobie zadawałam pytanie: dlaczego? dlaczego mnie to spotkało ?

– Myślisz pewnie o Bartku, przestań już myśleć, spędzimy piękny urlop na Kaszubach, poznasz cudne miejsca, zwyczaje, moich rodziców może i kogoś fajnego.

– Majka, ty nic nie rozumiesz, ja się w nim zakochałam jak tylko go zobaczyłam w tym naszym warzywniaku. Nic nie rozumiem, zerwał bez słowa, po prostu zniknął. Wypowiedział mieszkanie, zrezygnował z pracy. Już bym wolała żeby powiedział mi w oczy, że mnie nie kocha.

– Ja także tego nie rozumiem, ale może lepiej, że tak się stało teraz niż później, a już nie daj Boże, jakby może dziecko było w drodze – powiedziała Majka.

– Jakie dziecko ? Majka my ze sobą nie spaliśmy. Bartek to porządny chłopak, on chciał ten pierwszy raz przeżyć z żoną w noc poślubną, takie miał zasady – powiedziałam z satysfakcją.

– Oj prawda, mówiłaś mi o tym, a może wypijemy w tym zajeździe kawę – dodała z nadzieją w głosie Majka.

– No dobrze – odpowiedziałam, ale było mi tak naprawdę wszystko jedno.

Zaraz jednak zrobiło mi się przykro, że jestem taka niemiła. Przecież Majka chce dobrze i może to dobry pomysł, że wyciągnęła mnie na ten wyjazd. Może nie będzie tak źle. Nigdy nie byłam w tym rejonie Polski, zawsze wybierałam Mazury albo morze. Może i tym razem wrócę zadowolona. Przecież Majka tak się stara, powinnam być wdzięczna, a nie zachowywać się jakbym robiła jej uprzejmość, że z nią jadę.

W Zajeździe było gorąco, lato tego roku nie skąpiło upałów i słońca. Zapachniało kawą. Trochę znudzona kelnerka podała nam aromatyczną kawę. Była gorąca i smaczna. Sięgnęłam do torebki po chusteczkę i niezdarnie upuściłam ją. Cała zawartość wysypała się na podłogę.

– Po co ja to wszystko noszę – pomyślałam, ładując wszystko z powrotem do torebki. Nagle poczułam w rękach coś twardego.

– Co tam chowasz ? – zapytała Majka. – Jaka ładna broszka, skąd ją masz? Nigdy jej u ciebie nie widziałam, kupiłaś sobie? – zasypywała mnie pytaniami.

– Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie, które zorganizował Bartek w pobliskiej kawiarni ?

Zanim wszyscy przyszliście podarował mi tę broszkę, to pamiątka po jego babci. Dziadek podarował jej pierścionek i broszkę jak urodziła ojca Bartka. Wtedy Bartek powiedział, że bardzo mu na mnie zależy i chciałby abym ją nosiła.

– Pokaż, jest piękna i coś mi przypomina – powiedziała Majka.

– No rzeczywiście jest stara i piękna, ale co może przypominać tobie? – zapytałam zdziwiona.

– A wiesz, przypomina mi wzór kaszubski – powiedziała Majka, widzisz te gałązki to niezbędne w hafcie kaszubskim elementy „drzewa życia”, gałązki, które nie mogą się krzyżować, nakładać, przeplatać. I tak jest tutaj, wzór zaczerpnięty z haftu kaszubskiego. W harcie kaszubskim wykorzystuje się jeszcze kolory. Pięć podstawowych: niebieski w trzech odcieniach, czarny, czerwony, zielony i żółty oraz oczywiście motywy takich kwiatów jak: bratki, chabry, goździki, koniczynki, lilie, niezapominajki i róże.

– O rany, skąd ty to wszystko wiesz ? – zapytałam zaskoczona.

– No przecież jestem Kaszubką – roześmiała się Majka. – U mnie w rodzinnym domu jest sporo dekoracji z kaszubskim wzorem, moja babcia haftowała, mama haftuje, ja też trochę umiem.

– Co, umiesz haftować ? – zapytałam zdziwiona – nigdy mi o tym nie mówiłaś.

– A wiesz tak jakoś nie było okazji – powiedziała Majka, ale zaraz, powiadasz, że Bartek dał ci tę broszkę na tym spotkaniu i co zaraz potem się ulotnił?

– A tak – odpowiedziałam – I to właśnie jest dziwne. Po co mi ją dawał, jak planował się ulotnić ?

– No, rzeczywiście dziwne – powiedziała Majka – Wiesz wydaje mi się, że w tym wszystkim jest jakaś tajemnica.

– Och przestań, jaka tajemnica, okazał się draniem, tylko dlaczego nie odebrał mi tej broszki no i po co mi ją dawał. To było takie piękne spotkanie, był taki czuły, całowaliśmy się, byłam taka szczęśliwa. To było na chwilę, jak przyszłaś z naszymi przyjaciółmi. Zaraz potem przyszedł twój brat.

– Nie chcesz chyba powiedzieć, że to wina mojego brata – powiedziała Majka. – Wpadł się pożegnać, zakończył szkolenie, chciał się pochwalić nowym mundurem i oczywiście awansem.

– No coś ty ? – powiedziałam z uśmiechem – Rzeczywiście Janek jest bardzo przystojny, nawet Bartek zrobił wielkie oczy jak go zobaczył. Ale wiesz trochę mnie zaskoczył jak powiedział, że od pierwszego sierpnia obejmuje posterunek policji w Chmielnie. Myślałam, że zostanie, wiesz duże miasto inne perspektywy, a tu taka mała mieścina.

– No cóż, może i mała, ale za to piękna – powiedziała uśmiechnięta Majka. – To co ? Zbieramy się, jeszcze kawałek drogi przed nami.

Ruszyłyśmy dalej, ja ze swoimi myślami, które nie dawały mi spokoju, Majka spokojna za kierownicą. Ciągle wracałam myślami do tego co się stało. Na drugi dzień po naszym spotkaniu w kawiarni Bartek zniknął. Pozostał ten jeden esemes „ przepraszam, to była pomyłka, nie szukaj mnie, nie dzwoń”. Nie szukam, a telefon ma wyłączony. Nie szukam do cholery, ale rozpaczam, nie rozumiem, biję się z myślami, nie śpię, oglądam się za siebie, że podejdzie, wyjaśni. Może Majka ma rację, może ten wyjazd mi pomoże.

– Majka, a po co tu są dwie nazwy miejscowości na drogowskazie ? – zapytałam trochę zdziwiona.

– A widzisz – odpowiedziała Majka – Jesteśmy na Kaszubach stąd też nazwy i po kaszubsku.

– Majka, a twoi rodzice na pewno nie będą mieli pretensji, że tak im się zwalamy w pełni sezonu ? – zapytałam trochę niepewnie.

– No co ty, mamy dom, rodzice wynajmują pokoje letnikom, ale mój pokój zawsze na mnie czeka, a jest spory i nic się nie martw, pomieścimy się, a mama z ciotką i tak gotują, to jedna osoba więcej nie zrobi różnicy. Zresztą wszystko już z rodzicami uzgodniłam. Wiesz, tak naprawdę to, cieszę się, że chociaż Janek wrócił w rodzinne strony, zawsze to rodzicom przyjemniej mieć kogoś z nas przy sobie. Może pozna tu kogoś i się ożeni, fajnie by było.

Dom rodziców Majki był duży, z ogromnym tarasem, otoczony pięknym ogrodem, w którym kwiaty mieniły się w słońcu. Przystrzyżony trawnik zachęcał, aby zanurzyć w nim bose stopy. W ogrodzie stoliki i parasole, huśtawka. Tata Majki powitał nas gromkim „witejta” i od razu zrobiło się przyjemnie. I już mama Majki zapraszała nas do środka, zarządziła rozlokowanie w pokoju Majki i kolację. Kolacja uroczysta na cześć naszą i objęcia przez Janka posterunku policji. Kolacja była wyśmienita. Jakiż ten Janek przystojny, jakie ma poczucie humoru, tak samo świetnie się prezentuje w mundurze jak i w tej błękitnej koszulce. Trzeba przyznać, jest na kim oko zawiesić. Kolacja zakończyła się dobrą herbatą i ciastem upieczonym przez mamę Majki.

– No, a teraz się zrelaksujemy – powiedział tata Majki. – Majeczko poczęstujemy twoją koleżankę tabaką.

– O Boże ! Co to takiego? Majka ratuj ! – powiedziałam lekko przestraszona.

– Nic się nie martw, to taki zwyczaj kaszubski, tata nikomu z gości nie przepuści, rób co ci każe, nic ci nie grozi.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy tata Majki wyjął, jak mi objaśnił, tabakierę w kształcie rogu, zresztą jak powiedział, z rogu krowiego, wykonaną ręcznie na Kaszubach. Opowiedział o tradycji częstowania tabaką, zażywania jej. Oczywiście spróbowałam i kichałam. No chyba nieźle zapowiada się mój pobyt na Kaszubach.

Ranek obudził nas słoneczkiem i przyjemnym ciepełkiem. Majka postanowiła pokazać mi Chmielno. Wybrałyśmy się na wspaniałą wycieczkę. Majka miała rację, mieszkała w pięknym miejscu. Wyciągnęła mnie na Górę Tamową, skąd widok na jezioro Rekowo zaparł mi dech w piersiach. Zwiedzałyśmy miejscowość, a Muzeum Ceramiki Kaszubskiej po prostu mnie zachwyciło. Jaka tradycja. Dziesięć pokoleń garncarzy, a jeszcze mogłam na kole ulepić swój wazonik, koślawy ale mój, po prostu cudny. A w filiżankach we wzory kaszubskie po prostu się zakochałam. Kupiłam dwie, może kiedyś Janek przyjedzie i poczęstuję go herbatą w tych filiżankach ? – myślałam.

Dni upływały nam na zwiedzaniu, opalaniu nad jeziorem Białym. Czasami towarzyszył nam Janek. Chyba mu się podobam. Zaprosił mnie do Baru Szwagra, mają piękny taras z widokiem na jezioro Białe. Było smacznie i romantycznie. Szkoda, że już niedługo kończy się nasz urlop. Dzisiaj Majka wypadła z domu i zasłaniając mi słońce, bo właśnie leżakowałam w ogrodzie i krzyknęła: – Szykuj się, idziemy na wesele !

– Majka, na jakie wesele ? W środku tygodnia, nie mamy zaproszeń, kreacji, a tak dokładnie to czyje to wesele, kto się żeni ?

– Oj, o czym ty mówisz – powiedziała Majka – To wesele inscenizowane, odbędzie się w naszym Domy Kultury o 18, szykuj się!

– W Domu Kultury? – powiedziałam zdziwiona – To co to za wesele?

– Kaszubskie wesele, ubierz się szałowo, Janek idzie z nami – dodała szeptem.

O 18 siedziałyśmy w Domu Kultury w sali wypełnionej po brzegi. A na scenie prawdziwe kaszubskie wesele. Rany, jakie stroje, przyśpiewki, tańce, oczu nie mogłam oderwać. W pewnej chwili Janek wziął mnie za rękę, a ja zapomniałam o całym świecie. Przymknęłam oczy i już widziałam się na miejscu panny młodej. Majka miała rację, pięknie tu na Kaszubach.

Dzisiaj wyjeżdżamy. Skoro świt wyruszyłam na spacer. Chciałam w samotności pomyśleć, zanurzyć nogi w jeziorze i wyrzucić broszkę od Bartka głęboko do jeziora, a z nią wszystko, co wiązało się z jego osobą. Wyruszyłam w okolice pensjonatu „Stanica Wodna”. Może w przyszłym roku wynajmę tam pokój na lato? Było ciepło, słonecznie. Jeszcze rano, więc cicho i spokojnie. Zdjęłam sandałki i zanurzyłam bose stopy. Woda przyjemnie chłodziła. Wyjęłam broszkę i jeszcze raz spojrzałam na widniejące gałązki, jednocześnie poczułam pod palcami nóg coś ostrego. Schyliłam się, to gałązki ocierały się o moje palce, a między nimi – nie, to niemożliwe! – pomyślałam. W gałązki zaplątany był pierścionek. Podniosłam go i zobaczyłam taki sam wzór jak na mojej broszce. Boże ! Skąd tutaj ten pierścionek ? Co tutaj się stało ? Czy to możliwe ?… może wielkie oczy Bartka w kawiarni to nie zdziwienie – a strach?

Wiedziałam, że mój wyjazd musi poczekać. Muszę iść do Janka na posterunek policji, oddam mu i pierścionek i broszkę. On będzie wiedział co zrobić.