Przedstawiamy pracę Marty Okroj uczennicy Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Kartuzach. Praca „Strefa życia” otrzymała drugie miejsce w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Szkoły Ponadgimnazjalne”.

Zimny listopad dawał się we znaki mojej ciepłolubnej skórze już od samego ranka. Na domiar złego mamy dziś środę, a co mamy w środy? Treningi, które oznaczają tylko jedno – wyjście poza Strefę życia.

Punktualnie o godzinie 9.00 wszyscy zaczęli gromadzić się przed Małymi Wrotami, co oznaczało kolejną „wspaniałą” wiadomość – znów będę musiała oglądać zdegenerowane twarze Pogromców. 78 532 dzień od Wybuchu zapowiada się niezwykle czarująco.

Niechętnie zaczęłam sunąć w stronę proporca mojej grupy zastanawiając się, jak mogę być odpowiednim materiałem na Strażnika z takim podejściem. Stanęłam naprzeciwko linii wyznaczającej bezpieczny obszar przed Małymi Wrotami i zauważyłam zbliżającego się do mnie największego z największych, najwspanialszego z najwspanialszych oraz najgłupszego z najgłupszych członka Pogromców jakich nosiła ta ziemia – Lekryma Boutiego.

– Skąd znowu ta mina Myceris? Czyżbyś już wietrzyła kolejną porażkę? – sam jego głos przyprawiał mnie o mdłości, a co dopiero widok jego twarzy.

– Nawet tak wyszukane słowa nie zrobią z ciebie mądrego Lekrymie, następnym razem zamiast słownika może lepiej żebyś poczytał coś na temat misji?

– Taka mała, a taka pyskata. Ciekawe jak będziesz jęczeć po 5 przegranej z rzędu.

– To się jeszcze okaże, spadaj stąd – wtrącił podchodząc do nas Matt.

Lekrym rzucił tylko mordercze spojrzenie w moją stronę i odszedł bez słowa by kontynuować

zastraszanie, tym razem jednak wśród Sprinterów.

– Nie musiałeś się odzywać.

– Sugerujesz żebym od teraz siedział cicho kiedy Lekrym będzie cię besztać?

– Tak, tak właśnie ma być.

– Nigdy cię nie zrozumiem Ceris.

– I bardzo dobrze, nie jesteśmy od tego by rozumieć, ale wykonywać.

Matt kiwnął tylko głową i odszedł z porażką wypisaną na twarzy. Widywałam już wcześniej u niego ten rodzaj grymasu – niezadowolenie z nutą obrazy, ale zasłużył sobie na to. Nie przyjmuje do wiadomości, że nie potrzebuję niańki ani ochroniarza, bo sama mogę o siebie doskonale zadbać.

W końcu na placu przed Małymi Wrotami zjawił się też Mistrz Baezyl i zaczął mówić, już chyba po raz tysięczny:

– Moi drodzy Sprinterzy, Pogromcy i Skrybi! Rodząc się z tym szczególnym znamieniem na nadgarstku w kształcie gwizdy zostaliście wybrani przez wszechświat do odbycia misji, misji która ma na celu ochronę Strefy życia. To zaszczyt, ale też ogromna odpowiedzialność, bowiem w Strefie śmierci czyhają na was nie byle jakie niebezpieczeństwa. Dlatego też te treningi powinny być dla was niezwykle ważne, bo spotkanie z Ludożercą sam na sam to nie jakaś symulacja. Ludożercy to bezlitosne potwory powstałe po Wybuchu, bez obeznania się z ich fizjonomią i zwyczajami nie macie szans na przeżycie za Małymi Wrotami. Mam nadzieję, że jesteście świadomi powagi sytuacji. Tak więc nie przedłużając – czas zacząć!

Pamiętam dobrze kiedy pierwszy raz usłyszałam jak Mistrz mówi o Ludożercach. Wtedy opowieść, o spragnionych ludzkiego mięsa bestiach z noktowizorami w oczach i dwoma parami elastycznych kończyn wyczulonych na choćby najmniejszy szelest czy ruch, przeraziła mnie nie na żarty. Jednak z czasem ten opis przestał mnie przerażać, a zaczął wywoływać odrazę.

Trening jak zwykle wyglądał tak samo – każda grupa ma za zadanie pokonać specjalny tor przeszkód w jak najkrótszym czasie, umieszczając pod drodze w wyznaczonych miejscach odpowiednie nadajniki. Ta grupa, która najszybciej wykona zadanie poprawnie wygrywa. W teorii brzmi prosto, ale w praktyce nikogo nie obchodzi, że szanse na wygraną Skrybów graniczą z cudem. Typowe zajęcia każdej z grup różnią się od siebie diametralnie. Przykładowo, grafik Sprinterów wypchany jest po brzegi bieganiem oraz ćwiczeniami siłowymi, u Pogromców sprawa ma się podobnie z tym, że zamiast skupiania się na biegach szlifują posługiwanie się bronią. Co w tym czasie robią Skrybi? Uczą się konstruować nadajniki, opracowują plany nowych broni i analizują zachowania Ludożerców – poza precyzją i wiedzą nie mamy niczego z czym moglibyśmy konkurować z pozostałymi, więc dziś przywitaliśmy 5 porażkę z rzędu zajmując haniebne ostatnie miejsce.

– I co? Mówiłaś coś może na temat wygranej? Ha ha, Myceris kiedy wreszcie przyjmiesz do wiadomości, że dołączenie do Skrybów to była najgorsza decyzja jaką mogłaś podjąć?

– Dziękuję za troskę Lekrymie, ale wiesz co? Nawet jeśli moja grupa nigdy nie zasiądzie choćby na drugim miejscu, to i tak będę największym wygranym, bo nie będę musiała znosić twojej szpetnej twarzy.

– Jeszcze to odszczekasz! – z twarzy Lekryma natychmiast zszedł uśmieszek zadufanego triumfu.

Miło patrzeć na to, jak skręca go w środku od choćby najmniejszej krytyki.

– Lekrym, idź sprawdź czy nie potrzebują cię Pogromcy, bo coś czuję, że niezwykle chcą komuś polizać tyłek, a tym kimś jesteś zdecydowanie ty.

Nie zauważyłam nawet kiedy za moimi plecami zjawił się Minho. On zdecydowanie jest moim wzorem jeśli chodzi o spontaniczne odzywki skierowane w stronę Lekryma.

– Nie musiałeś.

– Daj spokój, nie mogłem odpuścić sobie tak soczystego zdania skierowanego rykoszetem prosto w jego ego.

– Muszę ci przyznać, że to było tak dobre, jak twoje poetyckie pogadanki o rykoszecie.

– Ha ha. Ceris, tak serio, nie przejmuj się. Ta wygrana i tak nic nie znaczy.

– Dobrze ci mówić takie rzeczy, bo jako Sprinter nigdy nie jesteś ostatni. Nie wiem już jak mam motywować Matta, Lunę, Kaina i resztę. Oni najchętniej siedzieliby teraz tylko w książkach. Czasem… czasem naprawdę myślę, że lepiej byłoby gdybym wybrała wtedy Pogromców, a nie Skrybów.

– Myceris, daj spokój. Radzisz sobie świetnie jako ich lider. A Pogromcy to banda dzikusów. Nie zniósłbym patrzenia na to jak stajesz się jedną z nich.

Minho zawsze wie co powiedzieć. I zawsze ma rację. Nic dziwnego, że jest moim najlepszym przyjacielem.

Po treningu jak zwykle mamy wolne. To jedyny czas, który możemy poświęcić tylko dla siebie w całym tygodniu, a ja i tak spędzam go za każdym razem w identyczny sposób. Najpierw wybieram się na arenę poćwiczyć trochę szermierkę, później biorę długą kąpiel, by wreszcie spędzić resztę dnia w dormitorium z Minho. Znamy się od dzieciństwa i w sumie tylko dzięki niemu nie tęsknię tak bardzo za domem.

– To co będziemy robić dzisiaj?

– Minho, błagam. Będziesz się uczył prędkości poruszania Ludożerców pod moim czujnym okiem, bo nadal olewasz ten istotny temat.

– Eh, miałem nadzieję, że nie wrócimy już do tego… zgoda, ale tylko pod warunkiem, że

przebiegniesz ze mną 10 okrążeń.

– Czy to jakiś szantaż?

– Skądże znowu. To raczej transakcja wymienna.

By znaleźć się na torze do biegów trzeba minąć szereg różnych zabudowań, między innymi gabinety Szarawych Urzędników. Mijając jeden z nich moją uwagę przykuła rozmowa urzędnika z alchemikiem:

– Gubernatorzy wyrazili się chyba jasno! Wiesz w ogóle kim oni są i co potrafią?!

– A więc to prawda! Myślałem, że to tylko stara legenda o nadśmiertelności, że Wybuch udowodnił wszystkim, iż esencji z supergwiazdy potrzebnej do szczepionki na nadśmiertelność nie da się pozyskać, ale tym głupcom się to udało!

– Stul pysk! Czy ty wiesz w ogóle co oni potrafią? Jeśli chociaż pomyślisz w ich obecności coś co się im nie spodoba…

– Czyli ta szczepionka naprawdę powoduje, że stają się nieśmiertelni i mogą czytać w myślach, ha!

I teraz kończy się jej moc, a to oznacza, że Gubernatorzy potrzebują nowej szczepionki…

– Dokładnie to. Ty masz być głównym prowadzącym tej akcji. W zamian otrzymasz odpowiednią dla siebie dawkę szczepionki.

– Tak, ale… to przecież nadal niemożliwe. Nie, nie, nie nie można pozyskać tej esencji bez naruszania warstw jądrowych supergwiazdy, a to spowoduje jej natychmiastową eksplozję…

– Gubernatorzy nie liczą się z ceną ani ofiarami. Tobie też radzę zająć się pracą, bo nagroda jest tego warta… a jeśli odmówisz i tak zginiesz w wybuchu, więc nie masz chyba wyboru. W tej teczce masz wszystkie potrzebne informacje, jeśli zaczniesz coś kombinować… stracisz głowę.

Stanęłam jak wryta. Babcia opowiadała mi o nadśmiertelności i o tym, że przez chciwe i głupie dążenie do jej pozyskania nasz świat obrócił się w ruiny, ale nigdy dotąd nie pomyślałabym, że komuś rzeczywiście udało się pozyskać szczepionkę na nią. A tym kimś są Gubernatorzy Strefy życia. Minho, który razem ze mną przysłuchiwał się rozmowie wyglądał na równie zdumionego co ja. W głowie zaczęły kłębić mi się różne myśli, ale jedna powtarzała się jak mantra – „i tak zginiesz w w y b u c h u”. To znaczy, że Gubernatorzy chcą doprowadzić do ponownego wybuchu, który zabije nas wszystkich tylko dlatego, że szczepionka na nadśmiertelność przestała działać!

– Minho nie możemy tak tego zostawić! Czy ty słyszałeś o czym oni rozmwiali?!

– Cii, Ceris. Mogą cię jeszcze usłyszeć. Musimy stąd uciekać jak najszybciej. Później pomyślimy co zrobić.

Jak zwykle Minho zachował zdrowy rozsądek, gdy mnie ponosiły emocje. Wróciliśmy do dormitorium, gdzie postanowiliśmy o wszystkim poinformować Mistrza Baezyla. Jednak stwierdziliśmy, że bez dowodów na nic się to zda. Podjęliśmy zatem decyzję, że wykradniemy dokumenty, które Szarawy Urzędnik dał alchemikowi.

Jako, że w okolicy mieszkał tylko jeden alchemik nie trudno było go zlokalizować. Trudniejsze jednak okazało się dostanie do jego włości. Nie myśleliśmy za dużo i od razu przeszliśmy do działania, więc nie wzięliśmy pod uwagę możliwych przeszkód jakimi okazały się trzy ogromne wilczury wokół gabinetu alchemika.

– Co teraz zrobimy? – zapytałam Minho jako, że to on z naszej dwójki zawsze wykazuje więcej rozsądku.

– Myślę, że jest tylko jedno wyjście. Od muru do okna gabinetu nie jest daleko, na moje oko jakieś 60 metrów. Przebiegnę ten dystans, a ty odciągniesz uwagę psów.

– Minho, okno jest przecież zamknięte.

– Poradzę sobie z tym, nie wygląda na solidne – wykopię je.

– A co z alchemikiem?

– O nim zapomniałem… jeśli będzie w środku to będę z nim walczył. To nasza jedyna szansa Ceris.

– To zbyt niebezpieczne. Może gdybyśmy powiedzieli Mistrzowi to on…

– Dobrze wiesz jaki on jest, nie uwierzy nam w żadne słowo póki nie pokażemy mu dowodów. Dam sobie radę Ceris. Musisz tylko odwrócić uwagę tych wilczurów.

Zaufałam Minho choć nadal obawiałam się tego co może się stać. Wdrapałam się na mur razem z Minho i kiedy on szykował się do zeskoczenia i sprintu w stronę okna, ja zajęłam się zastawianiem przynęty na psy. Zdjęłam bluzę i lekko spuściłam ją z muru, nadal trzymając za rękaw. Wilczury od razu zwęszyły mój zapach i zaczęły skakać by dosięgnąć bluzy. Powoli przesuwałam się po murze, by odciągnąć psy od Minho i kiedy ukradkiem oka zauważyłam, że dostał się już do środka zwinęłam bluzę z powrotem ponad mur.

Minho nie wychodził dość długi czas, więc zaczęłam się denerwować i martwić, że nie poradził sobie z alchemikiem. W głowie kłębiły mi się już same najgorsze scenariusze, kiedy nagle spostrzegłam Minho wychodzącego z posesji alchemika furtką, a razem z nim inną postać. Oboje zbliżali się do mnie. Po chwili rozpoznałam towarzysza Minho, był to Mistrz Baezyl. Patrzyłam na tę dwójkę jak na duchy.

– Myceris, wiedziałem o wszystkim. Od 10 lat próbujemy razem z Małą Radą schwytać Gubernatorów na gorącym uczynku. Alchemik stał się naszą przynętą. Minho zdążył mi już opowiedzieć co was spotkało. Nie sądziłem się, że po odkryciu prawdy będziecie chcieli narażać życie dla tej sprawy. Jestem z was dumny i chciałbym abyście dołączyli do Małej Rady. Minho się już zgodził co powiesz na to ty?

Stałam w miejscu jak wryta, wlepiając wzrok w Mistrza. Byłam zdezorientowana, ale wiedziałam co odpowiedzieć:

– Zgadzam się. – nareszcie poczułam, że rola Strażnika Strefy życia to naprawdę moje przeznaczenie. A teraz czekać będzie na mnie pierwsze zadanie – ocalenie Strefy życia przed kolejnym wybuchem.

Marta Okroj