Przedstawiamy pracę Izabeli Lypiak uczennicy Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Kartuzach. Praca „Papieros” otrzymała wyróżnienie w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Szkoły Ponadgimnazjalne”.


Psst…

Słyszałeś kiedyś, że powinno eliminować się toksyczne elementy z naszego życia, żeby poczuć prawdziwą wolność? Nie? Cóż, wiele straciłeś. Byłem w gronie szczęśliwców, którym przekazano tę wiedzę. Fakt, okoliczności nie były dla mnie typowe, ponieważ z reguły nie zapuszczam się w miejsca takie jak to i nigdy bym nie przypuścił, że ten człowiek mnie czegoś nauczy, ale mimo wszystko jestem mu wdzięczny. Owym „nim” był klecha, tak… jeden z tych, o których ostatnio tak źle się mówi. Złodzieje, pedofile, bla, bla. Nie teraz o tym. Mój nauczyciel w czasie swojego wzniosłego kazania powiedział słowa, które na zawsze zapadły mi w pamięć.
„Słuchajcie Bracia i Siostry, dzisiaj chcę Was nauczyć walczyć. Walczyć z czymś, co trzyma Was w swoich sidłach, a Wy mu na to pozwalacie. Pozwalacie na to, żeby wyniszczało Wasze wnętrze kawałek po kawałku. Istnieje określenie, które opisuje taką relację- toksyczny związek. Trafia w samo sedno tego zjawiska. W jednej chwili jest Wam przyjemnie, zaś w drugiej odczuwacie ból, smutek, przygnębienie. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego na to pozwalacie? Dlaczego po prostu nie zabijecie tego w sobie? Zaprawdę powiadam Wam, wyeliminujcie toksynę, a odczujecie prawdziwe szczęście, amen.”
Zabijać, zabijać, zabijać…
Wybrał idealny czas, żeby mi to powiedzieć. Gdybym tylko mógł, dziękowałbym mu za to na kolanach do końca swoich dni.
Ja też jestem w czyiś sidłach, żyję w toksycznym związku  i pozwalam się wyniszczać. Dlaczego? Jak każdy mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej, że wszystko się zmieni i będzie tak, jak być powinno. Ciągle żyję w przekonaniu, że trzymam rękę na pulsie i mam panowanie. Niestety sytuacji, które uświadomiły mi, że dążę donikąd było już za wiele. Wszyscy ludzie od zdrowego odżywiania powtarzają, że niedobrze jest rzucić coś od razu, tak z biegu, więc wyznaczę sobie czas na detoks, który minie dokładnie za trzy dni. Po upływie 72 godzin zabiję moją toksyczną kochankę.

Dzień pierwszy

Podobno początki zawsze są trudne, ale wizja tego co mnie czeka jest zbyt piękna, żebym zajmował sobie głowę bólem związanym z walką. Jestem gotowy na zmianę. Wybacz mi, że się nie przedstawiłem, ale tak między nami uważam, że to kompletnie niepotrzebne, bo już niedługo moje imię będzie na językach wszystkich i dopiero w tym momencie będzie Ci dane mnie poznać. Wiem, że świadczy to o moim braku manier, ale w tym momencie mnie to nie obchodzi. Przed oczami mam tylko Ją umierającą w konwulsjach. To jak wije się z bólu i odpłaca mi za wszystko co zrobiła, ach.
Moim aktualnym i mniejszym problemem jest sposób, w jaki powinienem Ją wyeliminować. Chcę, żeby odchodziła powoli i widziała moją radość.

Szukałem inspiracji wśród internetowych porad, ale wszystko wydaje mi się takie pospolite i mało satysfakcjonujące.
Obserwowałeś kiedyś ludzi? Tak po prostu, siedząc sobie na ławce w parku i przyglądając się wszystkim, którzy obok Ciebie przechodzą. Możliwość dopisywania historii do danej jednostki jest takie ciekawe. Snucie domysłów ile z nich po godzinach pracy bije swoją żonę, wbija sobie igły do żył, albo wciąga kreskę. Każdy z nich wygląda tak niepozornie. Schludny ubiór dla pospolitego człowieka jest wyznacznikiem bycia dobrym. Nie słyszałem w życiu większej bzdury. Ta gra pozorów jest cholernie fascynująca.
Kiedyś pozwoliłem sobie na dalszy krok w tej zabawie. Śledziłem Pana w Meloniku. Wyglądał na poczciwego staruszka. Wiosenne popołudnie, przemieszczał się niespiesznie po parku. Bez wahania zgasiłem papierosa i poszedłem za nim. Utrzymywałem bezpieczny dystans od jego pleców. Po około 10 minutach dotarliśmy na miejsce. Spokojne osiedle, przed nim plac zabaw, jakaś zielenina. Usiadłem na ławce, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. To, co ujrzałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pan w meloniku mieszkał na parterze, więc miałem doskonały widok na jego okna, które pozbawione były firan, czy też żaluzji. Widziałem żyrandol, na którym po chwili pojawił się sznur, a w jego pętli głowa Pana w Meloniku. Pyk. Teraz Pan w meloniku wisiał razem z żyrandolem. Jak myślisz dlaczego to zrobił? Uznaj to za trening dopowiadania historii. Nie ma za co…

Dzień drugi

Papieros za papierosem. Muszę z tym skończyć, coraz bardziej mnie to niszczy. Męczy mnie to nocami, nie mogę spać, chodzę z kąta w kąt…
Zdecydowałem, pożegnam Ją w czystości. W ekstazę wprowadzi mnie grymas na Jej twarzy, błagalne jęki i przeprosiny, a nie szkarłat płynący z gardła. Moja mroczna strona wreszcie się do czegoś przyda. Właśnie czytasz wyznania człowieka, który ma dojście do najczystszej heroiny w mieście. Zabije nałóg nałogiem. Czujesz tę dramaturgię połączoną z artyzmem? Jestem geniuszem, wybitną jednostką, alfą i omegą.

Godzina 12.00, siedzę blady i nieogolony na blacie kuchennego stołu. Obok walają się niedopałki i stare zapalniczki. Durne obrazy kwiatów są przyćmione dymem papierosowym. Podwinięty rękaw obnaża napięte żyły, pełne śladów po ukłuciach. Rozpoczynam swój rytuał…
Ściśnij, naciągnij, wprowadź.
Nigdy się nie spieszę, traktuję to jako ceremonię, nagrodę, wejście w nowy świat, oczyszczenie…

Powoli kładę swoje obezwładnione ciało na stół i zanoszę się głośnym śmiechem, nie jestem w stanie się uspokoić. Zadawała mi ranę po ranie, za wszystko sowicie się jej odwdzięczę.
***
Impreza, na którą czeka każdy nastolatek. Godzina późna, wszyscy wstawieni. Nikt już nawet nie starał się pamiętać o czymś takim jak kultura, czy takt, również Ona. Zaczepiła mnie, bo chciała porozmawiać na osobności. Wyszliśmy na zewnątrz. Złapała mnie za ramię i zaczęła się śmiać. Do moich nozdrzy dobiegł zapach wódki.
-Z całego serca chcę Ci przekazać ważną wiadomość. Jesteś dla mnie nieudacznikiem, nie chcę mieć pod dachem takiego ścierwa jak Ty, który na każdym kroku przypomina mi o moim największym błędzie, jakim było spotkanie Twojego ojca. Jutro pakujesz walizki i nie pokażesz mi się więcej na oczy.
Była wtedy śmiertelnie poważna. Wiesz, że ludzie po alkoholu wylewają z siebie słowa, których nie mają odwagi wypowiedzieć na trzeźwo. Odebrała mi wtedy wszystkie nadzieje na to, że naszą relację da się uratować. Nogi się pode mną ugięły i padłem na bruk. Tego dnia pierwszy raz nakłułem swoją żyłę, wierząc, że to pozwoli mi oderwać myśli od Niej, ale niestety tak się nie stało…

Dzień trzeci

Moja kochanka ma dzisiaj wolne. Spokojnie siedzi w swoim mieszkaniu i nawet nie spodziewa się wizyty. Grzecznie podchodzę do drzwi, pukam i czekam na reakcję. Słyszę dźwięk odkurzacza i wiem, że odzew z jej strony nie będzie zbyt szybki. Ku mojemu zdziwieniu od razu pojawia się przy wejściu i otwiera. Jej reakcja o mało nie zwaliła mnie z nóg.
– Kochanie… Jak dobrze Cię widzieć. Gdzie się podziewałeś? Tak się martwiłam. Wejdź, zrobię Ci coś ciepłego do picia.
Przystępuję próg i rozglądam się… Nic się tutaj nie zmieniło.
– Przyszedłem tutaj tylko na chwilę. Mam coś dla Ciebie.
Ściskam kieszeń swojej kurtki. Ona patrzy na mnie z uśmiechem i prowadzi do salonu. Siada na fotelu i wskazuje wolne miejsce na sofie. Odrzucam propozycję i staję przy oknie tuż za nią.
– Nie widziałam Cię tak długo… Wyrosłeś, wyglądasz zupełnie jak on… Opowiedz mi jak się czujesz.
Nie ma odwrotu, nie dam się na to nabrać. „Zaprawdę powiadam Wam, wyeliminujcie toksynę, a odczujecie prawdziwe szczęście, amen.”
Podchodzę do niej powoli, łapię za szyję i szeptem mówię do jej ucha:
– Jest już za późno, rozumiesz? Byłaś moim najmocniejszym papierosem, toksyną, która zżerała mnie od środka. Nienawidzę Cię za wszystko co zrobiłaś, nie taka powinnaś była dla mnie być.
Wyciągam strzykawkę z kieszeni i zbliżam igłę do jej żył. Wyrywa się, wierzga, ale wie, że ze mną nie wygra. Jest na straconej pozycji. Delikatnie wbijam igłę i pozwalam, aby śmiertelna dawka heroiny wypełniła jej wnętrze. Krzyczy, wyzwala z siebie emocje. Płacze tak rzewnie jak ja, gdy mówiła, że mnie nie kocha i traktowała jak największego śmiecia. Jej śmierć jest kwestią kilku minut, widać to po jej słabnących na sile ruchach. Gładzę po raz ostatni jej zakłamaną twarz i uśmiecham się do jej zamykających się oczu.
Do dzisiaj pamiętam, jak sprzedała mi policzek, po którym mam ślad do dziś, wtedy zrozumiałem, że mnie nie chce. Tamtego dnia chciałem być jak Pan w Meloniku.
Przestała oddychać… Zrobiłem to… Zabiłem ją…
Na jej cześć odpalam swojego ostatniego papierosa i z uśmiechem na ustach wychodzę z mieszkania. Idę przed siebie, wszystko jest mi obojętne.
Była moim papierosem, ale nadszedł czas na rozstanie.

 Pogrzeb

Popołudnie i miejsce pełne poczwar. Wszyscy szlochają, ocierają łzy i przywołują wspomnienia na Jej temat. Dla nich była bez skazy, wzór cnót boskich. Ceremonia pogrzebowa dobiega końca.

W momencie spuszczania trumny włączają jej ulubioną piosenkę, której szczerze nienawidzę, ale teraz jestem tak szczęśliwy i wyzwolony, że zaczynam tańczyć, nie zwracając uwagi na to, czy robię to do rytmu. Wszyscy patrzą na mnie jak na opętanego, nie ze względu na kajdanki i obstawę policji, ale dlatego, że zabiłem swoją matkę złotym strzałem, a teraz tańczę na jej pogrzebie.
Tak, zrobiłem to. Wyeliminowałem kobietę, która pozwalała mnie bić ojczymowi, gdy stawałem w jej obronie, która żyła w świecie pełnym kłamstwa, która nigdy nie powiedziała, że mnie kocha. Zabiłem swoją matkę, która w dniu moich osiemnastych urodzin powiedziała mi, że jestem jej największą życiową pomyłką i wyrzuciła mnie z domu, by za dwa dni prosić na kolanach, żebym wrócił. Przyrzekłem sobie, że nie poddam się tak łatwo i będę tym, który pokaże jej jak działa Karma. Stało się, tak oto trafiłem na najlepszą imprezę w mieście. Niech każdy kto może wzniesie za Nią toast. Niech smaży się w piekle, amen.

Izabela Lypiak