Przedstawiamy pracę Martyny Felskowskiej, uczennicy Szkoły Podstawowej w Miechucinie. Praca „Ile jest prawdy w legendzie?” otrzymała trzecie miejsce w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Klasy IV-VI i gimnazjalne”.


Nie za górami, nie za lasami, ale w naszej gminie, a dokładnie w Chmielnie wydarzyło się coś niezwykłego. Naprzeciwko naszego jeziora mieszkała pewna dziewczyna. Była to nastolatka z niesamowitą wyobraźnią. Miała na imię Nina. Była miłą osobą i dobrą uczennicą, lecz jej wadą, mimo wszystko, była wyobraźnia. Opowiadała w szkole niezwykłe historie, które niby przytrafiały się jej w życiu. Szkoda tylko, że nikt nie mógł potwierdzić, ile było w tym prawdy. Przez to fantazjowanie było jej ciężko w codziennym życiu. Dużo osób jej nie lubiło, ale miała jedną przyjaciółkę, która pomimo wszystko zawsze ją wysłuchiwała i cierpliwie w tym wszystkim pomagała. Na imię miała Ula. Jednak nawet ona  nie wierzyła w opowieści Niny, choć jedna z nich bardzo zaciekawiła Ulę. Była to historia, w którą naprawdę uwierzyła.

Pewnego dnia, gdy Nina odprowadziła przyjaciółkę do domu, sama usiadła na ławce przy Jeziorze Białym i zaczęła zapisywać coś w swoim zeszycie. Ula, która miała w swoim pokoju widok na jezioro, zdziwiła się tą sytuacją. Pierwszy raz nakryła przyjaciółkę na czymś takim.  Był to niecodzienny widok, bo Nina nie lubiła natury, a tym bardziej nie cierpiała szumu wody, jednak pojawiała się na tej ławeczce coraz częściej. Również w szkole Ula zauważyła, że koleżanka zachowuje się coraz dziwniej. Robiła ciągle jakieś notatki, które skrzętnie zakrywała przed przyjaciółką, aż w końcu Ula postanowiła z nią na ten temat porozmawiać. Wybrały się razem na siłownię „Pod chmurką”, tam trochę się wygłupiały, porozmawiały o szkole i wyszły całkiem zadowolone. Ale, gdy Ula już miała się pytać Niny o jej notes i codzienne przesiadywanie nad jeziorem, ta nagle odwróciła się,  przeszła na drugą stronę ulicy i wyciągnąwszy swój notatnik, usiadła na ławeczce przy brzegu.

– Nina co piszesz?

– Nie wiem czy mogę ci powiedzieć – odpowiedziała i natychmiast posmutniała.

Ula nie mając nic innego do roboty, podniosła leżący u brzegu kamień. Może udałoby się jej zrobić parę kaczek czy jakiś plusk, ale, kiedy się zamachnęła, zatrzymał ją krzyk Niny.

– Nie rób tego! Nie krzywdź ich! Dość już nacierpiały…

Kto? Jak?  O kogo ci chodzi? – zaczęła niepokoić się Ula.

Nina złapała Ulę za rękę i udała się w kierunku Ławki Przyjaźni. Szły w ciszy. Uli coraz bardziej nie podobała się ta sytuacja. Była wystraszona. Gdy doszły na miejsce, kucnęły przy brzegu jeziora. Nina zaczęła opowiadać.

– Stara legenda mówi, że w naszym jeziorze wiele lat temu w efekcie napadu na kościół, dzwony sturlały się do najbliższego jeziora. Była to ich jedyna szansa ucieczki. Dzwonów było trzy. Jeden pewna dziewczyna wyciągnęła z jeziora, ale niestety reszty nie dała rady uratować. Gdy parę tygodni temu szłam cię odprowadzić, usłyszałam żałosny płacz i krzyk.  Podeszłam do jeziora a głos nie wiadomo skąd, opowiedział mi tę legendę i kazał wszystko notować. Poprosił mnie także, bym pomogła im wydostać się z wody. Przychodzę do nich codziennie podzielić się z nimi nowymi ciekawostkami z naszej gminy. Kiedyś te dzwony wisiały na wieży naszego kościoła i bardzo dobrze znały wszystkich ze wsi, a nowe wieści same rozgłaszały po okolicy. Teraz tam na dnie dochodzą do nich tylko głosy z brzegu jeziora.

Ula cały czas uważnie słuchała Niny. Co prawda słyszała o tej legendzie, ale wątpiła, że to może okazać się prawdą. Ula była pewna, że to kolejna bajeczka wymyślona przez Ninę. Gdy chciała już powiedzieć, co o tym sądzi, stało się coś strasznego…

Wyglądało to tak jakby cała ziemia zdenerwowała się na Ulę. W jednym momencie wzburzyły się ogromne fale na jeziorze takie jak na morzach podczas sztormów. W powietrzu rozbrzmiewał głos tysiąca dzwonów kościelnych. Była to najstraszniejsza chwila w życiu dziewczyn. Nie wiadomo skąd dobiegał ten dźwięk. Na wieży obecnego kościoła dzwon nawet nie drgnął, więc to nie on. Nikt nie chciałby przeżyć tego, co czuły dziewczyny. Trwało to parę sekund, ale Ula zrozumiała, że tym razem to nie twór wyobraźni Niny, lecz prawdziwa historia.

Od tamtego czasu dziewczyny regularnie przychodziły na Ławkę Przyjaźni i opowiadały starym dzwonom nowe wieści z naszej gminy. Ula i Nina obiecały też sobie i dzwonom, że jak dorosną, to postarają się je wyciągnąć z dna jeziora.

Czy legenda ta jest prawdziwa, czy faktycznie te dwa kościelne dzwony słuchają przechodzących brzegami jeziora, musi sprawdzić każdy z nas sam.

Martyna Felskowska