Przedstawiamy pracę Leny Lisowskiej. Praca „Bursztynowy chmiel” otrzymała pierwsze miejsce w III Konkursie „O Złote Pióro Wójta Gminy Chmielno”.


Spokojny, wiosenny dzień. Na komendę policji w Kartuzach przyszła wiadomość o morderstwie sprzedawcy ze sklepu z pamiątkami w Chmielnie, pana Stefana Krasa. W swoim biurze, w tym czasie siedziała pani komisarz z wydziału kryminalnego. Nazywała się Ula Wiśniewska. Miała włosy w kolorze wiśniowym, sięgające do ramion. Często nosiła czarny płaszcz. Była bardzo bystra i sprytnie potrafiła radzić sobie z przeszkodami, dlatego to właśnie jej przydzielono sprawę śmierci sklepikarza.

Kiedy przyjechała do Chmielna, od razu udała się do sklepu z pamiątkami. Gdy tam dotarła, zastały ją tłumy ciekawskich, stojących przed sklepikiem. Bez specjalnego zainteresowania nimi, weszła do środka i rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła nic niepokojącego, więc postanowiła przejść do miejsca zbrodni, które znajdowało się na zapleczu. Zwłoki ,,siedziały” przy stole, na nim zaś stało wino i dwa kieliszki. Butelka od trunku była w połowie pusta, jednakże oba kieliszki były brudne. Na jednym z nich (tym, który stał bliżej denata) zobaczyć się dało białawy osad, który w późniejszych badaniach okazał się trucizną i przyczyną zgonu.

– Czyżby nie był sam? – spytał jeden z obecnych w tamtej chwili policjantów.

– Nie, na pewno nie był sam – zdecydowanym głosem odpowiedziała pani komisarz. Nagle naszła ją myśl istotnie zaskakująca: ,,Przecież sprawca musiał mieć powód”. Ula założyła gumowe rękawiczki i zaczęła przeszukiwać zaplecze sklepu.

Obok wysokich półek z zapasem towarów stała spora skrzynia z nieznaną policji zawartością. Pani komisarz postanowiła sprawdzić, co jest w środku. Otworzyła ją i zobaczyła zmieloną kawę. Coś jej podpowiedziało, by włożyła do niej palec. Tak też zrobiła i okazało się, że  jej dłoń zagłębiła się w kawie tylko do połowy.

– Pomóżcie! – krzyknęła bohaterka do reszty policjantów przebywających w pomieszczeniu. Podnieśli tacę, na której leżała kawa i ku ich zdziwieniu ukazały się tam masowe ilości bursztynu.

– To zaskakujące. Czyżby sprzedawca nielegalnie handlował bursztynem?- spytała dziewczyna samą siebie. – W takim razie musi mieć gdzieś też listę klientów, którzy zainteresowani byli kupnem bursztynu na czarnym rynku – po tych przemyśleniach Ula kontynuowała przeszukiwanie zaplecza, ale nic więcej już tam nie znalazła.

Po pierwszym dniu pracy udała się do pensjonatu ,,Wichrowe Wzgórze” w Chmielnie, aby odpocząć. Kiedy kładła się spać, myślała o sprawie sklepikarza. Pierwszy raz spotkała się z taką sytuacją, gdzie nie miała na początku prawie żadnych poszlak. W tym przypadku, następnego dnia będzie musiała rozejrzeć się po okolicy i popytać tutejszych, czy słyszeli o nielegalnej sprzedaży bursztynu.

Wstała wcześnie rano i tak, jak sobie poprzedniego wieczoru postanowiła, udała się szukać informacji. W pierwszej kolejności zeszła do recepcji.

– Dzień dobry! Komisarz Ula Wiśniewska, kartuska komenda policji, wydział kryminalny. Prowadzę sprawę dotyczącą śmierci sprzedawcy sklepu z pamiątkami, pana Stefana Krasa. Czy słyszała pani może o nielegalnym handlu bursztynem? – zaczęła pytać Ula, pokazując przy tym odznakę policyjną. Niestety, uzyskała niezbyt zadowalającą odpowiedź:

– Przykro mi, ale nie wiadomo mi nic o takich sprzedażach – odpowiedziała lekko zaskoczona recepcjonistka.

Następnym miejscem, do którego się udała komisarz Wiśniewska, był Kaczy Rynek, gdzie po kolei pytała przechodniów o to, czy wiedzą coś na  temat sklepikarza. Jedni odpowiadali jej, że nic nie wiedzą, a drudzy omijali ją szerokim łukiem. Z coraz mniejszą nadzieją, że uda jej się znaleźć kogoś, kto by wiedział cokolwiek, udała się w stronę kościoła.  Zagadnęła jeszcze jednego mieszkańca, ale nie przyniosło to spodziewanego rezultatu. Nagle ogrodnik, który pielęgnował kwiaty przed kościołem, niespodziewanie ją zaczepił:

– Przepraszam. Czy interesuje panią nielegalna sprzedaż bursztynu?- spytał.

– A czy pan wie może coś na ten temat i na temat Stefana Krasa? – z nieukrywaną radością zadała pytanie.

– Owszem, wiem –  odpowiedział. – Ale to nie miejsce na takie rozmowy – dodał już wiele ciszej. – Przejdźmy na bok.

Przeszli na skraj chodnika.

– Czyli wie pan coś na ten temat? – spytała Ula, żeby się upewnić.

– Tak i to niemało. Kiedyś byłem nurkiem w Kaszubskiej Bazie Nurkowej ,,Tryton”. Stefan Kras był wtedy moim przyjacielem, też należał do tego klubu. Gdy pewnego dnia nurkowaliśmy w jeziorze Kłodno, Stefan zauważył  coś dziwnego. Podpłynęliśmy do tego i okazało się, że to śladowe ilości bursztynu. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że znalazł się on tam w 1944 roku, kiedy wojska niemieckie wycofywały się z Kaszub. Wsadzili wtedy oni w pociąg kierowany do Gdańska naprawdę wiele tego surowca. W momencie kiedy pociąg przejeżdżał przez Chmielno, most pękł, a po chwili runął i utonął w jeziorze Kłodno. Gdy znaleźliśmy bursztyn, nie posiadaliśmy się z radości i chcieliśmy sprzedać go jak najwięcej, by zarobić fortunę. Założyliśmy swój sklep z pamiątkami i na zapleczu sprzedawaliśmy ten skarb Chmielna. Po roku wspólnych interesów otrząsnąłem się i postanowiłem z tym skończyć. Próbowałem namówić do odwrotu także Stefana, ale nagły dochód kompletnie zawrócił mu w głowie i nic nie dało się z tym zrobić. Okropnie źle czułem się z tym, że nie udało mi się go powstrzymać przed wchłaniającą go spiralą chciwości, dlatego chciałem chociaż resztę swojego życia przeżyć dobrze i służyć w dobrej sprawie. Myślałem, by zostać kościelnym, ale znalazła się dla mnie posada ogrodnika.

– Czy jest może ktoś, kto mógłby powiedzieć mi coś jeszcze nie tylko o sprawie Stefana Krasa, lecz również o tym, co dzieje się w Chmielnie? – zapytała komisarz, aby dowiedzieć się, skąd może zaczerpnąć informacji o miejscowych zdarzeniach. Może tutejsze plotki i fakty pomogłyby jej w rozwiązaniu zagadki?

– Tak – odpowiedział ogrodnik na zadane mu przez Ulę pytanie – Maciej Skora, nazywany wróżbitą, gdyż istotnie zajmuje się wróżbiarstwem. Na pewno on wspomoże cię w tej sprawie, ponieważ jest kimś, komu większość osób zwierza się ze swoich problemów. Jego zakład jest tuż obok urzędu gminy – po tym krótkim opisie postaci, komisarz Wiśniewska podziękowała i udała się w miejsce, które wskazał jej kościelny.

Ula weszła do pomieszczenia o niespecjalnie dużych rozmiarach, wnętrze nie było dostatecznie oświetlone. Ciemność, która tam panowała, nieco przytłaczała, a przynajmniej bohaterka miała takie odczucia.

W panującym tam półmroku, dojrzała jednak wróżbitę Maćka. Podeszła do niego i przedstawiła się:

– Dzień dobry! Komisarz Ula Wiśniewska, kartuska komenda policji, wydział kryminalny. Prowadzę sprawę dotyczącą śmierci sprzedawcy sklepu z pamiątkami, pana Stefana Krasa.

Ogrodnik pracujący przy kościele przekazał mi, że może pan mieć informację dotyczącą nielegalnej sprzedaży bursztynu – powiedziała szybko, mając nadzieję, że nieznajomy będzie coś wiedzieć.

– Dzień dobry! – powiedział bardzo uprzejmie wróż. – Ogrodnik słusznie wskazał pani mnie, ponieważ jestem osobą przechowującą wiele zwierzeń tutejszych mieszkańców. Niech pani usiądzie. Czy jest coś, co młodą damę konkretnie interesuje? – spytał.

– Tak. Co mógłby pan mi powiedzieć o handlu bursztynem? Ogrodnik wspominał coś o ewakuacji niemieckich żołnierzy z Kaszub. Czy słyszał pan o takich wydarzeniach?

– Owszem, słyszałem. Kiedyś moją pasją było zwiedzanie wiosek kaszubskich, zawsze zatrzymywałem się w nich i słuchałem opowiastek i legend z tamtych miejsc. Pewnego dnia, idąc przez jedną z miejscowości położonych nad brzegiem jeziora, zostałem uraczony ciekawą opowieścią przez posiwiałego starszego pana z kozią bródką. Wspomniał, jak zimą w 1944 roku podczas wycofywania się Niemców z terenu Kaszub, z Kartuz do Gdańska, wysłano ciężarówkę z załadunkiem, na który składały się masowe ilości bursztynu. Niemcy chcieli je skraść, lecz warunki pogodowe im przeszkodziły. Gdy wjeżdżali na stromą skarpę, nagle gwałtownie zawiało i ciężarówka wpadła w poślizg. Kierowca nie opanował auta. Gdyby nie gruby lód, wpadliby do jeziora. Nie mieli jak wydostać auta spod wysokiego wzniesienia, dlatego postanowili użyć dynamitu, by zrobić dziurę i zatopić ciężarówkę, żeby nikt nie mógł skorzystać z tego skarbu. Tak też zrobili. Rozległ się ogromny huk. Chłopi z wiosek myśleli, że to znów stolemy kamieniami rzucają. W miejscu, z którego rozszedł się ten dźwięk, nie było już ani furgonu, ani Niemców, była tylko dziura w lodzie i śnieg. Większość wersji tej historii mówi, że był to pociąg, pod którym załamał się most, lecz tak naprawdę nigdy przez Chmielno nie przechodziły linie kolejowe – dodał na zakończenie wróż.

– Czy jest jeszcze coś? – spytała dziewczyna.

– Tak – mężczyzna powiedział to takim głosem, że panią komisarz aż zakłuło serce – Otóż… – kontynuował – ogrodnik, który wspomniał pani o mnie, był tu z wizytą. Skarżył się na bezsenność i twierdzi, iż widział księżniczkę Damrokę. Opowiadał mi również, że na cmentarzu i obok kościoła szybko wyrasta chmiel, co kieruje mnie do tego, by myśleć, że to jego zły czyn musiał poprzedzić te wydarzenia.

Pani komisarz Ula Wiśniewska nagle uświadomiła sobie plan ogrodnika. Wiedział, że prędzej czy później ktoś zorientowałby się, co zrobił, więc wymyślił, że zmyli ją i uśpi jej czujność, by mieć czas na ucieczkę. Nagle naszła ją jeszcze jedna myśl.

– ON NA PEWNO CHCE OKRAŚĆ SKLEP Z PAMIĄTKAMI!!! – krzyknęła Ula, szybko podziękowała i wybiegła z miejsca spotkania z wróżbitą. Wezwała oddział do sklepu z pamiątkami, aby powstrzymać zbrodniarza przed kradzieżą.

Jak najszybciej mogła, pojechała na miejsce zbrodni. Były już tam odpowiednie służby, które zajęły się aresztowaniem sprawcy.

Po ukończonej pracy, komisarz Ula Wiśniewska mogła wrócić do Kartuz. W dalszych czynnościach wyjaśniających okazało się, że duża ilość bursztynu została ukryta na terenie cmentarza w Chmielnie, w miejscu, gdzie szybko i bujnie rósł chmiel.

Lena Lisowska