Przedstawiamy pracę Marty Goluch uczennicy Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Kartuzach. Praca „Bez-sen (Dialog lunatyków)” otrzymała wyróżnienie w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Szkoły Ponadgimnazjalne”.


Opętana zastygle gałka oczna trąciła ciemność. W nerwowym osłupieniu świadomości toczymy moralną batalię. Nad rutynową potrzebą zmiany częstotliwości na oniryczne, przeważa pragnienie doznania ram aktywnej umysłowo nocy. Świat dojrzewa w mroku. Również moje dotychczasowe przekonanie postępuje. Zmiany tempa. Zmiany tempa. Zmiany. W pozycji leżącej wpatruję się w nieskończoną przestrzeń, uwięzioną wyłącznie przez cztery chłodne ściany. Zmiany. Unoszę się . Oddziela mnie już tylko szklana tafla. 

Tym sposobem obieram północny punkt śniącej pory. Zerowa godzina wybudza spojrzenie. Dlaczego jej aspekt tak porusza? Mąci, doskwiera, pożera przeciętność gatunku. Pytasz mnie, przenikając stopniowo własne oblicze tajemniczości. Tej, która jest najpiękniejszym elementem odkrycia. Bawimy się następującymi momentami zwierzeń. Niczym zwierzyna dziko kruchego żywota. Masz chwilkę? Odpowiedź znalazłam blisko, w muzyce, a głębiej – w domowych melodiach bladego klawisza.

„Północ jest cicha, ona pozwala 

Z lekką pościelą w świat się oddalać. 

Jestem zbyt nisko, by spadać.

Do czasu kiedy, przy wielkim stole

Powiesz mój Panie, że na mnie kolej,

Ja, jestem zbyt nisko, by spadać… „1

Przewijając czasową taśmę, wstrzymuję kadr zegarowej wskazówki na godzinie pierwszej. Wspominam ujęcie codzienności. Zbuntowane watahy młodzieży sunące niepewnie po ścieżkach internetowych realiów. Pojęcie buntu definiują coweekendową imprezą i utratą trzeźwości moralnej przed oficjalnym osiągnięciem pełnoletności. Nasze pokolenie zatraciło się w kręgu słabości, rzekomej oryginalności i bezsensu. Tak naprawdę nie potrafią zamanifestować w obronie własnych priorytetów. A My? 

Wedle Twojego nakazu obejrzałam ten film. Główne motywy „Buntownika z wyboru”2 stanowią dosadne odzwierciedlenie życiowej problematyki. Finalnie sam zastanawiasz się kim jesteś i czego pragniesz. Czy (posługując się banalnym dylematem istnienia) kierować się czuciem i wiarą, czy wyznawać absolut rozumu? Kłopoty. Budowanie własnej tożsamości nie obejdzie się bez udziału otoczenia. Czy odnajdziemy tę bratnią duszę (niekoniecznie terapeutę), która sprowadzi nas na „właściwy tor”? Nie działamy samodzielnie. Nawet jeżeli próbujemy, zazwyczaj pojawia się chociażby pojedynczy, słabiutki głos z zewnątrz, który oddziałuje na nasze decyzje. 

Dlaczego droga musi być tylko jedna? Dlaczego nie możemy zmierzać dwupasmówką, przeplatając samorealizację z naturalnym ludzkim pragnieniem? Dlaczego musi istnieć tylko jedna odpowiedź, jeden wybór? Przecież są minimalnie dwie możliwości, dwa oblicza życia. Gdy ta społeczna otoczka wywiera na Tobie powinność pielęgnacji swojej szansy – w tym miejscu zaczyna się wewnętrzny bunt. Kochasz swoje regularne metrum zawodowego funkcjonowania, satysfakcjonuje Cię każda nabyta umiejętność, jednak czasami potrzebujesz przejścia na drugi pas drogi. Najbardziej komfortową sytuacją – której ja chcę – jest pozycja pomiędzy, równiutko na linii, granicy wolności. To moje miejsce. Moje – skomplikowanej buntowniczki. 

W anarchicznym porywie pół-lunatycznego buntu niemo zbywam przeszkody. Opatulona bladoróżową tkaniną kraciastego szlafroka przechodzę przez okienną szparę. Chłodno oddycham. Ty mimowolnie spacerujesz w obłędzie nocy.  A ja wypełniam Twój wzorzec, wdając się w empiryczną (a może sensualną?) dyskusję z gwiazdami. Zmiany. Jest trzynaście minut po drugiej, stopień na mrozie, stoję na balkonie, czerpiąc rozległy granat podziurawiony odbitym blaskiem. Za kilka wieczorów niebo będzie sine i bezduszne. 

Separuję skostniałą postawę (czyt. pozostawiam nagą na balkonie, skazując na lunarną hipotermię). Czasami nawet mężczyźni mają nieprzeciętną moc sprawczą (pod warunkiem zdolności dedukcji myślowej). Może to dzięki zimnym stopom, realisto? Ty zmodyfikowałeś mój pogląd na sen. Jego byt nie zawsze jest konieczny. Wymuszona bezsenność brzmi pejoratywnie – wiem, że to jedno ze słówek, które darzysz sympatią o ironicznym odczynie. Bez-sen. Z kwiecistym akcentem. Co sądzisz? To forma niezwykle wdzięczna, której objawy kreślą się odpowiednio: pozyskiwanie energii z Twojego słowa, kontemplacja zaokiennych zjawisk, głód refleksji…

Głód. Karmisz mnie słowami, refleksyjnym musem, jednak ludzką ułomność wyznacza łaknienie smacznej materii. Wyruszam w odwiedziny do lodówki. Oprócz ostrego światła nie dostrzegam produktów podzielających moje głodowe zainteresowanie. Hmmm… Uaktywnia się herbaciany nałóg. Czarna z miodem. Wyłącznie w naczyniu o błękitno-neutralnej barwie z cudowną etykietką: „I LOVE YOU TO THE MOON AND BACK”. Ja Ciebie też, kubku. I tak właśnie będę żywić się ziołowymi mieszankami, wyłączając z diety anormalnie opodatkowane masło oraz genetycznie modyfikowane owoce i warzywa. Będę pożerać książki, które w supermarkecie znajdują się obok tych drugich, wyżej wymienionych. Papier jest zdrowszy niż śmieci, którymi się duszę. Ale drzewa… One nie umierają śmiercią naturalną. Są mordowane. Cała ekologia upada pod ciężarem chorych decyzji politycznych. Chaos, zło, brak równowagi, godzina trzecia kończy swą żywotność niczym idea trójpodziału władzy. A ja nie śpię. 

Masz rację, samotność jest wobec mnie niebezpieczna. Dobrze, że piszesz. Wracam do krainy bez-snu. Upajam się aromatem czarnej wizji, potulnie stąpając śnieżnymi schodami (dekoratorski wymysł mej rodzicielki, aby zafarbować stopnie bielą). Uszkadzając kolano i palec o dolne partie kantów etażerki, powoli zbliżam się do niedzisiejszego miejsca spoczynku. Spijając łyk miodowej goryczy, opadam orzeźwionym licem na zgniecionego jaśka. W poczuciu wyrafinowanego taktu zerkam na niedomknięte żaluzje. Księżyc molestuje mój wzrok. 

Czwarta nad ranem. Umyka kolejna wolna chwila w czasoprzestrzennym wirze. Nakłaniasz mnie do skupienia planów związanych ze zdobyciem Prowansji i przyjęcia tytułu Królowej Lawendowych Pól. Ach, wolne chwile. Uważasz, że są zależne od priorytetów? Aprobuję. W pełni (nie Księżyca – zamilkł wraz z pogrzebaną postawą). Powinniśmy korzystać i kierować się indywidualną hierarchią wartości. Jasne określenie własnych priorytetów z kolei powinno skłaniać nas ku dokonywaniu tego, co przekłada się na naszą teraźniejszość i przyszłość (pomijając, iż to pojęcia względne). Wyśmienita organizacja, uporządkowanie (choć kierunek istnienia ma tendencję entropiczną) pozwalają na spokojne rozważenie i ustalenie czasowych ram dnia, w myśl czego otrzymujemy możliwość celebrowania swobodnych momentów. Wystarczy jeszcze przetestować swoją wyobraźnię. Inaczej zostaniesz skazany na oderwanie od ziemskiego globu. Prawda? Pan od relatywistyki. Muszę postudiować teorie względności. Szczególnie ogólną. OTW – Otwórz Twoją Wyobraźnię. Jestem amatorem ds. czasoprzestrzenii.

Wykorzystaliśmy już cztery kierunki świata, lecz sam bez-sen wyznacza piąty – wskaźnik wyobraźni. Podsyłasz mi link od Kamińskiego3 z intrygującą problematyką. Podróżnik wystosunkował pod naszym adresem pewną zagwozdkę: „Jak uważacie – ten świat jest stworzony i odkrywany przez ludzi, a może odkryty i tworzony przez nas?”. Nie jest to wątpliwość podlegająca jednoznacznej weryfikacji. Odpowiedź jest zależna od indywidualnego światopoglądu, przekonań i wyznania. Już na samym początku rozważań dylemat ten doprowadza do starcia dwóch kierunków – wizji naukowej i filozoficznej. Sam punkt stworzenia świata wydaje się dosyć oczywisty, jednak jest największą enigmą naszego istnienia – tu ujawnia się funkcja bezgranicznych horyzontów umysłu ludzkiego. Jednak to właśnie my tworzymy własną rzeczywistość. Kształtujemy krajobraz, pozostawiając po sobie wydeptane ścieżki, ślady obcowania z Ziemią. Z jej powierzchnią i ideą. Planety życia. Dzieło jakim jest świat obdarowuje nas rozległymi polami interpretacji. Od Ciebie zależy, co w świecie znajdziesz i odkryjesz, w jaki sposób to ujmiesz, zrozumiesz i wykorzystasz. Czy odczuwasz więź z drobnymi pośrednikami tego dzieła – licznymi uniesieniami terenu, kryształem strumieni, aż w końcu przebitym obłokiem błękitu? Jesteś plonem świata i jego wyobraźnią. Zachodzi ideologiczna symbioza. Jesteś twórcą i odkrywcą.

Marz(n)ę. Ostatnie tchnienie lunatycznego dialogu. Dobitny ból wywołuje fakt, iż zmąci go gasnący milimetr baterii telefonicznego komunikatora. Natomiast zanim wskazana sytuacja się urzeczywistni, ponownie pozdrowię gasnący Księżyc, zagapię się w każdą ścianę i w siebie. Osiągam stan wyrównanego pulsu. A w duszy kręci się nutka. Poświęcam budowę klamrową procesowi muzycznego czaru. Wsłuchana w strunowy dialog „Syberii” stosuję się do zaleceń podmiotu lirycznego. I wyciągam z szafki nóż.  

„Myślałam, że przekczekam ten arktyczny chłód

Pod ciepłym kocem skulę kości

Pod biegunowym kołem czaję się jak tchórz

Szukając wektora miłości…”4

Pobudka. 

Skomplikowana, emocjonalna, czasem marudząca.

Kobieta.

Marta Goluch

Przypisy:

_____________________________________________________________

1 „Północ” – Domowe Melodie (domowe melodie, 2012)

2 „Buntownik z wyboru” (reż. Gus Van Sant, USA 1997)

3 Marek Kamiński – (ur. 1964) polski polarnik, podróżnik, przedsiębiorca. Jako pierwszy zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz

4 „Syberia” – Monika Brodka (Granda, 2010)