Przedstawiamy pracę Kacpra Labudy, ucznia Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Kartuzach. Praca „Anioł Stróż” otrzymała trzecie miejsce w V Powiatowym Konkursie Literackim „Słowotok” w kategorii „Szkoły ponadgimnazjalne” oraz trzecie miejsce w III Konkursie „O Złote Pióro Wójta Gminy Chmielno”.


-Marlboro Goldy poproszę – Piotr Mikstacki, przez kolegów zwany Żabą, uśmiechnął się do kasjerki. Był to jeden z ostatnich sklepów w Chmielnie, gdzie papierosy można było kupić bez dowodu. Wystarczyło jedynie nie mieć aparycji dwunastolatka i powiedzieć ,,dzień dobry”, gdy wchodziło się do sklepu. Żaba bezlitośnie ten fakt wykorzystywał i regularnie zaopatrywał się tu w kolejne paczki papierosów. Już miał wychodzić, gdy zaczepił go mężczyzna w białej koszuli, do tej pory stojący za sklepową półką.
-Chłopcze, czekaj!
Żaba przystanął. Nie pamiętał by kiedykolwiek ktoś zwrócił się do niego chłopcze. Było to raczej określenie, którego starsze nauczycielki używały wobec szkolnych chuliganów, do których na pewno nie można było zaliczyć chłopaka. Owszem, lubił od czasu do czasu potruć się dymem, jednak na tym kończyła się lista jego przewinień.
-Nie wiesz, że palenie zabija? – zapytał pan Biała Koszula.
-Słucham? – Żaba na chwilę zupełnie zapomniał o niedawnym zakupie. Gdy dotarł do niego sens pytania podejrzliwie spojrzał na obcego. Kojarzył go, czasem mijał  na ulicy, ale to wszystko. Czemu pyta go o palenie? Czyżby to jakiś przyjaciel rodziców? Jeśli tak, to Piotr będzie miał w domu duże kłopoty. Chłopak przyjrzał się nieznajomemu i wykluczył tę teorię. Znał kolegów ojca, a Biała Koszula zdecydowanie nie był typem człowieka, z którym zwykły budowlaniec wychodził po pracy, żeby wypić piwo i zagrać w bilard. Mężczyzna, który zaczepił Żabę wyglądał raczej jak poważany biznesmen, albo włoski gangster, niż jak kompan jego ojca.
-Nie wiesz, że palenie zabija? – Biała Koszula powtórzył pytanie
-To dla mojego taty, wysłał mnie do sklepu. Muszę lecieć, bo już na mnie czeka. Do widzenia. – spłoszony chłopak chciał jak najszybciej zakończyć tę dziwną wymianę zdań.
-Do zobaczenia. – Na twarzy Białej Koszuli pojawił się dziwny grymas, który przy odrobinie dobrej woli można było nazwać ironicznym uśmiechem. Piotrowi po plecach przebiegł dreszcz. Nagle przypomniał mu się plakat, propagujący zdrowy tryb życia, który prze laty wisiał w bibliotece. Przedstawiał chłopca, może czternastoletniego, palącego papierosa. Podpis pod plakatem głosił ,,GDY DOROSNĘ, BĘDĘ MIAŁ RAKA, TAK JAK MÓJ TATA”. Żaba potrząsnął głową, próbując pozbyć się tej myśli. Wychodząc nie mógł pozbyć się wrażenia, że Biała Koszula śledzi go wzrokiem.
Uriel uśmiechnął się do siebie. Zasady zabraniają mu użyć mocy, by przekonać chłopaka do rzucenia palenia, jednak wiedział, że ludzie i bez tego są bardzo podatni na sugestie napotkanych Nadprzyrodzonych, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Poza tym zależało mu na tym, żeby Żaba rzucił palenie. Aniołowie co prawda nie znają przyszłości, ale widzą nieco więcej niż przeciętni śmiertelnicy. Opiekun Żaby czuł, że jeśli chłopak nie zrezygnuje z palenia, to jego płuca odmówią współpracy jeszcze przed 50. Może się okazać, że dzisiejsze spotkanie nie tylko uchroni chłopaka przed oddychaniem przez słomkę, ale także przedłuży mu życie.
Jako doświadczony Anioł Stróż, Uriel wiedział, że nie może chodzić krok w krok za swoim podopiecznym, bo grozi to bliskim spotkaniem z panami w niebieskich mundurach i czarnych togach. Przed paroma tygodniami spotkało to jednego z mniej doświadczonych Stróży. Policja wykorzystała okazję, by zabrylować w mediach i ogłosiła, że złapała długo poszukiwanego pedofila. Szefostwo było bardzo niezadowolone z faktu, że musiało wyciągać go z więzienia, a feralnego Stróża spotkała degradacja.
Uriel był święcie przekonany, że mu to nie grozi. Stróżował 5 pokoleniom, chronił między innymi czeskiego księdza, hiszpańskiego kupca, a także członka neapolitańskiej mafii. To właśnie po włoskim epizodzie został mu sentyment do drogich garniturów, eleganckich białych koszul i krótkiego, równo przyciętego zarostu, połączonego z zaczesanymi do tyłu włosami. Lata doświadczenia sprawiały, że coraz lepiej poznawał swoje moce i coraz bardziej im ufał. Już od pierwszego dnia Służby wiedział, że jeśli jego podopiecznemu będzie działa się krzywda, to on to poczuje z wyprzedzeniem wystarczającym, by zdążyć z pomocą. Podobało mu się to. Mógł spokojnie siedzieć w domu i słuchać w radiu starego rocka, by w razie jakiegokolwiek zagrożenia, wyruszyć na białych skrzydłach (te skrzydełka to raczej wymysł malarzy i rzeźbiarzy, ale Urielowi tak się spodobały, że rzeczywiście o nie poprosił) ratować swojego podopiecznego. Nawet jeśli nie był przy nim aktualnie, to mógł go bardzo łatwo znaleźć. Aniołowie nie mają daru telepatii, ale każdego Stróża łączy pewna więź z osobą, której strzeże. Dzięki niej aniołowie zawsze wiedzą, gdzie znajdują się ich podopieczni, a zwykli śmiertelnicy czują ten szczególny rodzaj niepokoju przy spotkaniu ze swoim Stróżem.
Korzystając z anielskiego przywileju, postanowił udać się do wynajętego mieszkania niedaleko głównej drogi. Wiedział, że jeśli stanie się coś złego, to niemalże na pewno zdąży zareagować, więc nie szukał łączności z Żabą. Po drodze podrzucił sąsiadowi jego portfel, leżący gdzieś na ulicy. Mógłby się tym zająć kto inny, ale Uriel stwierdził, że może się tym zająć. Sąsiad, widząc, że portfel wrócił do niego w stanie nienaruszonym, nazwał Uriela ,,facetem od cudów”. Stróż, słysząc to, musiał się uśmiechnąć. Mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, jak jego słowa były bliskie prawdzie.
Nie zdążył nawet dotrzeć do domu, gdy poczuł straszliwy ból w klatce piersiowej. Gdyby był człowiekiem, mógłby pomyśleć, że to zawał. Uriel był jednak aniołem i zdawał sobie sprawę, że czuje to, gdyż Żabie stanie się – lub, nie daj Boże, już się stało – coś bardzo złego. Próbując nie myśleć o narastającym bólu, skupił się i próbował wyczuć, gdzie w tym momencie znajduje się Piotr. Wyczuł go przy chmieleńskiej plaży, gdzie chłopak ukrywał się, by móc w spokoju palić. Z jednej strony ucieszyło go to – jeśli może go wyczuć, to znaczy, że Żaba nadal żyje. Przerażał go jednak fakt, że chłopak był tak blisko wody – widział wystarczająco, by wiedzieć, że Żaba za moment może pływać po dnie.
Wyruszył błyskawicznie. Dzięki skrzydłom wystarczyło jedynie kilkanaście sekund, by Uriel stanął na brzegu. Wyczuwał tam obecność chłopaka, jednak wciąż go nie widział. Próbował zwalczyć narastające, złe przeczucia. Wiedział, że liczy się każda sekunda, jeśli szybko nie odnajdzie Piotra, to ten może już za moment nie żyć. Przeczesywał wzrokiem całą, pokrytą śniegiem plażę i jezioro, ukryte pod lodową pokrywą. Jeśli Żaba wpadł do wody, to koniec. Uriel zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli go wyciągnie, to chłopak umrze z wychłodzenia. Nagła fala bólu nieomal powaliła go na ziemię. Równocześnie poczuł jak przecięta zostaje więź łącząca go z Żabą. Chłopak umarł. Uriel, mimo że nie widział ciała, nie potrafił powstrzymać łez. Strata podopiecznego zawsze boli, zwłaszcza tak młodego. Do tej pory nikt, kim opiekował się Uriel nie zmarł przed trzydziestką. Żaba miał 16, a teraz jego zwłoki pływały pod taflą lodu.
Uriel znał procedury. Po śmierci podopiecznego powinien niezwłocznie udać się do Rafała, który wskaże mu kolejne dziecko do ochrony, lub wyznaczy inne zadanie. Ma na to trzy godziny. Jak widać nawet w Raju procedury bywają bezlitosne. Kiedyś tego czasu było więcej, jednak wielu Stróży wycofało się po utracie podopiecznych. Mówiąc wprost – w Niebie panują braki kadrowe i każdy Stróż jest na wagę złota.
Uriel do tej pory nie rozumiał tych, którzy się wycofywali. Sam stracił kilku podopiecznych, lecz pożegnał ich bez większego żalu. Część z nich to byli zwykli bandyci – włoski gangster i kupiec oszukujący swoich klientów. Pozostali byli w porządku, jednak mieli już swoje lata i Uriel zdawał sobie sprawę, że w końcu odejdą. Naturalna kolej rzeczy.
Z Żabą było inaczej. Był naprawdę w porządku – angażował się charytatywnie, pomagał znajomym z klasy, nie szukał problemów. Za parę dni w gazetach pojawią się rozmowy z jego rodziną, nauczycielami, może nawet z sąsiadami. Wszyscy powiedzą to, co zwykle mówi się w takich sytuacjach – ,,Spokojny, miły chłopak” ,,Zawsze można było zwrócić się do niego po pomoc”, ,,Nie mogę uwierzyć, że to się stało, ludzie go uwielbiali. Był za młody na śmierć”. Być może ktoś zada sakramentalne pytanie ,,Gdzie był Bóg? Czemu pozwolił umrzeć tak młodemu człowiekowi?”. Uriel starł łzę spływającą po policzku. Nie powinni pytać o Boga, a o Stróża. To jego wina. Zbyt ufał swojej mocy i doświadczeniu. Pycha – pierwszy grzech główny. Jak widać nawet Aniołowie nie są wolni od błędów.
Postanowił nie spotykać się z Rafałem. Wiedział, czym to grozi – utraci funkcję i całą moc, jednak pozostanie nieśmiertelny. Będzie oczekiwał Dnia Sądu i wtedy – poza oceną jego ziemskich dokonań – spotka go kara za nieposłuszeństwo. Wiedział, że wielu Stróżów decyduje się na taki  ruch. To jak z pracą w policji – w którymś momencie po prostu nie wytrzymujesz psychicznie i postanawiasz to wszystko rzucić. Dokładnie tę samą decyzję podjął teraz Uriel – wróci do domu, znajdzie starą płytę Guns N’Roses i spędzi dzień w fotelu, słuchając starego rocka i opłakując Żabę. Później pomyśli co dalej.
Obudził go dzwonek do drzwi. Gdyby trochę dłużej przebywał na świecie jako człowiek, to pewnie by zaklął. Zamiast tego przejechał ręką po włosach, próbując chociaż delikatnie je ułożyć. Nie wiedział nawet kiedy zasnął. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Zrozumiał, że prawdopodobnie odebrano mu już funkcję Stróża i teraz jest zwyczajnym Nieśmiertelnym. Może spać jak każdy inny człowiek.
Kolejny dzwonek.
Uriel kompletnie zapomniał o tym, że ktoś czeka na niego za drzwiami. Przetarł twarz dłońmi, próbując nadać sobie normalny wygląd. Nie potrzebował lustra, by wiedzieć, że oczy ma opuchnięte od łez i snu, jednak nie miał czasu na to, by doprowadzić się do porządku. Nie miał pojęcia, kto mógł być po drugiej stronie drzwi – czyżby ktoś z Góry przybył, by namówić go na zmianę zdania? Uriel wiedział, że nie ma na to szans. Nie chciał dłużej być Stróżem i obserwować jak umierają jego kolejni podopieczni.
Za drzwiami nie zobaczył jednak Rafała, Michała, ani nikogo, kogo poznałby podczas niebiańskiej służby. Zamiast wysłannika z Raju, po drugiej stronie drzwi stała wysoka brunetka, wyglądająca, jakby właśnie wracała z wyjątkowo nieudanej randki. Tusz wokół oczu był niemalże całkiem rozmazany, a kurtka – zdecydowanie za cienka, jak na tę porę roku – wygnieciona i brudna. Uriel postanowił, że nie da po sobie poznać zaskoczenia.
-Przepraszam, w czym mogę pomóc?
-Zepsuł mi się samochód, a brat nie odbiera telefonu. Mógłby mi pan pomóc? Chcę go przepchnąć kilkanaście metrów, by postawić go na parkingu, nie chcę blokować drogi. –
Przez moment miał ochotę powiedzieć, że nie zamierza jej pomagać. Nie jest aniołem, czemu więc miałby to robić? Z gniewem i żalem zwyciężyły jednak dobre przyzwyczajenia.
-Nie ma problemu, już do pani idę. Gdzie stoi samochód?
-Centralnie przed pana domem.
Uriel znów na chwilę zapomniał, że nie jest Stróżem. Będąc wysłannikiem niebios żadne warunki pogodowe nie były mu straszne i gdyby nie niechęć do rzucania się w oczy, to mógłby przez cały rok paradować w T-shircie i krótkich spodenkach. Nieśmiertelni nie mieli tego luksusu. Wyszedł z domu w samej koszuli i poczuł jak pod wpływem zimna drętwieje mu ciało. Miał ochotę wrócić do domu po płaszcz, jednak nie chciał przyznawać się do słabości.
Kobieta miała rację. Niewielka Kia stała vis a vis okien Uriela. Były Stróż podszedł do samochodu z tyłu i spróbował go popchnąć. Jak na tak mały pojazd, Kia była zaskakująco ciężka. W drodze na parking zdążył się porządnie spocić. Niemal zapomniał o zimnie, które czuł. Samochód zostawili koło starego Norcyka. Uriel zasępił się widząc jezioro, w którym utopił się jego podopieczny. Z rozmyślań wyrwał go głos kobiety.
-Dziękuję panu za pomoc! Nie wiem, co bym bez pana zrobiła. Trafiłam do dobrych drzwi!
-Można powiedzieć, że kiedyś zawodowo pomagałem ludziom – Uriel wysilił się na uśmiech.
-Wiem. My, Nadprzyrodzeni, potrafimy siebie odszukać. – Kobieta odpaliła papierosa. Uriel zauważył, że to złote Marlboro, dokładnie te same, które palił Żaba.
-Nadprzyrodzeni? Wysłał Cię tu Rafał? Przekaż mu, że nie zamierzam nigdzie wracać. Mam dość! – Uriel poczuł jak ogarnia go wściekłość. Czy te istoty nigdy nie dadzą mu spokoju?
-Niebo się tobą nie interesuje. Ja przybyłam z Otchłani i mam dla Ciebie ofertę: jesteś niezwykle silną istotą, chcemy, byś stanął po naszej stronie.
-Ty chyba sobie żartujesz?
-Jestem śmiertelnie poważna. Wiemy o tobie wszystko. Co ci dała Góra? Skrzydła i tę śmieszną fryzurę? Kiedy ostatnio odwiedził cię ktoś z Raju? Miałeś tylko wykonywać swoją pracę, nic więcej ich nie interesowało. Nie obchodzi ich jak się czujesz i co myślisz. Jesteś tam tylko podrzędną jednostką, taką jak miliardy innych. Z nami możesz mieć wszystko. –Kobieta uśmiechnęła się pokazując rząd ostrych zębów. Wysunęła dłoń w kierunku Uriela – Wchodzisz w to?
Stróż zadrżał. Wcześniej nigdy nie uwierzyłby w słowa Demona, ale po śmierci Żaby był bliski podjęcia decyzji. Pamiętał jednak swoje pierwsze i jedyne spotkanie z Bogiem, a także ciepło i radość z tym związaną, nieporównywalną z niczym innym. Postanowił po raz kolejny nagiąć Boże przykazania. Spojrzał w okno domu i obserwował, czy zapali się w nim światło. Jeśli Górze naprawdę na nim zależy, to mu pomogą. Jeśli nie, to sam wywalczy własne szczęście, stając u boku Otchłani. Obserwował okno, a sekundy mijały…

Kacper Labuda